poniedziałek, 27 listopada 2006

Miało być tak pięknie a jest zupełnie inaczej.

Jedyna pozytywna rzecz w dniu dzisiejszym to wyleczone moje uszko. W końcu już jest wszystko w normie i moje troski o mój słuch zostały zażegnane. Niestety nigdy nie może być tak kolorowo, bo jak nie jedno to zawsze coś innego się pojawi. I tak też się stało w moim przypadku. Już od 3 dni narzekam na ból gardła jednak myślałam, że poboli tak jak zawsze i sobie przejdzie. Jednakże jak bardzo się myliłam to przekonałam się dopiero dziś popołudniu jak z mojego nosa zaczęło cieknąć. Dopadł mnie taki katar, że nie nadążam z wyciąganiem chusteczek z pudełka. No, ale cóż nie mam zbytnio czasu na użalanie się nad sobą, bo w końcu jutro koło z geografii a ja za bardzo nie umiem. Tak, tak wiedziałam, że jak odłożę wszystko na ostatnia chwilę to taki przyniesie to efekt. Dzisiaj po prostu nic mi nie wchodzi. Siedziałam ponad godzinkę nad Europą i Afryką i stwierdzam, że nic nie pamiętam. W takim razie nie zostaje mi nic innego jak zaparzyć sobie ciepłej herbatki i skoczyć do łóżeczka by się podkurować na jutro. Chociaż czarno siebie widzę taką zasmarkaną i cokolwiek piszącą. Na szczęście to nie jest na żadne zaliczenie tylko bardziej takie koło orientacyjne dla nas. Jak zwał tak zwał ale pojawić się i napisać trzeba, by nie mieć potem problemów. Co do weekendu to wbrew przewidywanią spędziłam go bardzo sympatycznie. U kuzynek było super. Nawet z młodszą pogadałyśmy sobie tak od serca ( i tak w ogóle Oluta trzymam za ciebie kciuki będzie dobrze). W niedziele było jeszcze sympatyczniej, bo odwiedził mnie mój książę. Ogólnie weekend zaliczam do tych wielu udanych. No cóż pora zejść na ziemie i stawić czoła problemom dnia codziennego. Na razie to uciekam do kąpieli a potem do łóżeczka.

niedziela, 26 listopada 2006

Thank U…

W Takich chwilach ja ta dzisiejsza nie można powiedzieć nic innego jak tylko dziękuję Ci. A jest, za co. Za to, że:

- znosisz mnie każdego dnia,

- wspierasz nawet, gdy jest beznadziejnie,

- jesteś inny niż wszyscy wokół,

- wiesz, czego pragnę,

- potrafisz mnie pocieszać,

- kochasz mnie tak jak ja ciebie,

- potrafisz milczeć razem ze mną,

- nie naciskasz, gdy wiesz, że potrzebuje chwili, by w końcu się przemóc i wygadać,

- motywujesz do działania,

- jesteś moim wsparciem,

- czuję się przy Tobie bezpieczna,

- potrafisz ze mną marzyć,

- nie chcesz mnie zranić,

- nawet, gdy jesteś zmęczony znajdujesz chwilkę by pogadać,

- rozumiesz, że miewam czasem gorszy dzień,

- nie starasz się za wszelką cenę mnie zmienić,

- kochasz mnie bezinteresownie,

- pojawiasz się zawsze wtedy, kiedy Cię potrzebuje,

- na koniec za to, że jesteś.

Tak wymieniać mogłabym bez końca i na pewno jest wiele ważnych niewypowiedzianych myśli. Mam nadzieję, że mimo wszystko ty kochanie to wiesz. Ja z każdym dniem coraz bardziej rozumiem, jaką jestem szczęściarą i nie chce się zamienić z nikim. Jestem po prostu zakochana i każdego ranka to uczucie odkrywam na nowo i za każdym razem jest ono silniejsze i nikt tego nie zmieni. I poza tym mam gdzieś to, co inni znowu powiedzą o tej notce o na po prostu mówi o tym, co czuje i nic na to nie poradzę, że takie uczucie ostatnio w mojej duszy ciągle gra.

piątek, 24 listopada 2006

Piątek, tygodnia koniec i początek…

Oj ciężki czeka mnie ten weekend, bo we wtorek mam koło z geografii politycznej i gospodarczej. Kurcze 5 najlepszych osób dostaje już 4 z egzaminu. Fajnie by było się tam znaleźć. Jednakże ja w cuda ani w garbate aniołki nie wierze. Co prawda mapę w końcu udało mi się dzisiaj skończyć opracowywać ale do wyśpiewania jej to jeszcze daleka droga. Pomoce dydaktyczne już pofrunęły w świat. Nie ma większej przyjemności niż wspieranie innych studentów, bo w sumie nie znam dnia ani godziny, kiedy to ja będę potrzebować takowej pomocy. Dziś miałam kolejny męczący dzień, ale udało mi się zabłysnąć na ćwiczeniach z myśli politycznej, dzięki czemu dostałam plusik i na zaliczeniu mam już za niego jeden punkt gratis. No to już jeden punkt zawsze do przodu. Po ćwiczeniach podążyłam na tramwajek, bo byłam umówiona w Plazie z moim mężczyzną. I w ten oto sposób znów go dziś widziałam ku mojej wielkiej radości. Spędziliśmy sobie milo dwie godzinki w między czasie oddając się męczącym poszukiwaniom okrycia wierzchniego dla obiektu, wyżej wymienionego. Niestety nasze poszukiwania zakończyły się fiaskiem i moje kochanie musi się wybrać na zakupy jeszcze raz. Tak poza tym to do teraz nie rozumiem, dlaczego kochanie nie chciałeś kapucki z cicikiem ( dla niewtajemniczonych to jest moje określenie na ten kożuszek czy futerko przy kurtce) przecież to teraz takie modne hehehe. Jak to zawsze bywa potem nadszedł czas rozstania i moje chłopak pojechał się edukować na uczelnie a ja podążyłam na autobusik i wróciłam sobie do domku, a że pogoda była dziś ładna chętnie pokonałam fragment drogi z przystanku, w czasie oczekiwania na przyjazd mojego taty. Przez to się dotleniłam i poruszałam, w końcu trzeba było po wczorajszym opuszczeniu siłowni. Po południu urządziłam sobie drzemkę, bo ostatnie moje spanie po 3-4 godzinki strasznie mnie wykańcza. I tak miło minął mi dzionek a jutro podążam do kuzynek na imieninki, ale tak mi się nie chce. Jednak imprezy rodzinnej nie wypada opuścić, dlatego też się stawie z zapasem dobrego humoru i nastroju.

czwartek, 23 listopada 2006

Nadszedł czas na refleksje…

Ostatnie 3 dni jak wiadomo nie szczędziły nam emocji. Przez te 3 dni doświadczyliśmy najróżniejszych stanów emocjonalnych począwszy od strachu przez nadzieje wymieszaną ze złością aż po rozpacz. Taki wachlarz w takim krótkim czasie. Nie zdarza się to często. Nikt nigdy do końca nie może przewidzieć tragedii jednak zawsze jest jakieś, ale, że np. można było temu zapobiec, gdyby nie pewne uchybienia. Tak naprawdę to tego już się nie dowiemy. Pewne jest tylko to, iż życie straciło 23 osoby, które ciężką pracą zarabiali na utrzymanie swoich rodzin. I gdzie tu jest sprawiedliwość. Czy widząc takie tragedie, nie można stracić wiary we wszystko, co się dotąd wierzyło? Jak tym rodzinom wytłumaczyć, że to był nieszczęśliwy wypadek? Jak powiedzieć dzieciom, że ich tatusiowie już nigdy nie przyjdą wieczorem i nie utulą do snu, nie przeczytają bajki, nie pograją w piłkę, nie zabiorą na spacer i w ogóle nie pomogą w najtrudniejszych momentach życia ( a tych dzieci jest, aż 34). Jak wytłumaczyć żonom, matkom, że ich synowie, mężowie już nigdy nie przyjdą, nie przytulą, nie pomogą w wychowywaniu dzieci, nie pomogą na stare lata i że już nie zobaczy się ich pogodnych uśmiechniętych twarzy? Dla większości rodzin musi zostać w pamięci obraz twarzy lub tylko zdjęcia, ponieważ niektóre ciała są nie do rozpoznania. Nie chce czuć nigdy takiego bólu i pustki, nie chce, by śmierć nadeszła tak niezapowiedzianie. Oni nawet nie zdążyli się pożegnać. Bo nie sądzę, że każdy górnik wychodząc do pracy żegna się z rodziną w taki sposób jakby miał świadomość, że może już nie wrócić. Wówczas po prostu by szybko zwariował, zacząłby się bać swojej pracy. Na pewno gdzieś tam w głębokiej podświadomości oni wszyscy mieli zakodowany strach przed taką właśnie tragedią. Trudno mi jest się postawić w roli takiej matki, żony, siostry, córki, ponieważ nigdy się z taką sytuacją nie stykałam, gdyż nie ma w mojej rodzinie żadnego górnika. Dlatego też nigdy nie odczuwałam strachu wynikającego ze świadomości, że bliska mi osoba może nigdy nie wyjechać na powierzchnie żywa. W takich momentach mogę rodziny ofiar wspierać duchowo i złożyć im najgłębsze wyrazy współczucia oraz mieć nadzieję, iż taki los nie spotka innych ludzi ciężko pracujących by utrzymać dom (teraz już mi nie chodzi tylko o górników, bo ile jest niebezpiecznych zawodów, w których giną ludzie). Oddając hołd poległym chce zapalić i moja świeczkę za ich dusze (oczywiście za każdą z osobna). [*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*]

środa, 22 listopada 2006

Po burzy zawsze wychodzi słonko:).

Ja również doczekałam się takiego słoneczka. Pomimo tego, że dziś pogoda jeszcze mniej dopisywała niż wczoraj to ja odnalazłam swój humorek. Plan minimum również został wykonany. Co to dla mnie oznacza, że: test z myśli politycznej piszemy 5 grudnia a nie jak było wcześniej mówione 29 listopada, dowiedzieliśmy się iż koło z geografii politycznej wcale nie będzie takie straszne bo stosunki międzynarodowe już pisały i było w miarę względnie, w końcu udało mi się zapisać do laryngologa na poniedziałek. Tylko w domu panowała lekko napięta atmosfera, ale wynikało to z tej brzydkiej aury. Teraz już jest wspaniale. A ja jak na pilną studentkę przystało musiałam wykrzesać z siebie jakieś strzępy motywacji by w końcu oswajać się z mapą geograficzną świata. Jednak tego zapału na długo nie wystarczyło i edukacja zakończyła się na Europie, ale to zawsze o jeden kontynent do przodu. W tym miejscu wielkie ukłony dla Moniki, która zrobiła notatki z myśli. Dzięki temu duża grupa osób ma już połowę pracy za sobą. Jej, co my byśmy poczęli bez postępu technicznego i tak cudownej i niezbędnej kserokopiarce. Aaaaaaaaaa i tak poza tym to spadła na nas jeszcze jedna szczęśliwa wiadomość, iż informatykę mamy dopiero za 2 tygodnie. Jaka to radość dla nas, bo pan wykładowca doprowadza nas już do dzikiego szału i rozpaczy. Tak w ogóle to wena już gdzieś sobie uciekła nawet nie pamiętam, co dokładnie dziś robiłam na uczelni. Oprócz tego, że pan na myśli pokazał na w jego mniemaniu wstrząsający film, tylko jest takie małe, nikt nie dostrzegł w nim czegoś odrażającego, odrzucającego i w ogóle powalającego. Bo w końcu Woltar jakoś szczególnie nie może porażać i zniewalać. I tak już kończąc to chce powiedzieć, że strasznie za Tobą tęsknie kochanie a jeszcze tyle czasu musze bez Ciebie wytrzymać. Cóż ja biedna sama pocznę. Wiem z rozpaczy przestanę jeść, usiądę w kącie i nie będę się do nikogo odzywać ( to jest oczywiście żart, bo kto mnie zna to wie, że buźka to czasem mi się nie zamyka).

wtorek, 21 listopada 2006

Mam wszystko w tyle. Są w życiu takie chwile…

No właśnie i ja mam dziś tę chwilę, że mam ochotę krzyczeć słowa Chylińskiej „kiedy powiem sobie dość”. I tak też się czuje mam wszystkiego serdecznie dość. Wysiadam. Nienawidzę: filozofii, ćwiczeń z myśli politycznej, niektórych wykładowców, pewnych osób z roku, książki pt. „Historia doktryn politycznych i prawnych”, siebie, ludzi w autobusie i wielu innych rzeczy. Mam ochotę krzyczeć ze złości. Nie znoszę tej bezustannej monotonii życia. Dusze się już w tym wszystkim, nie wiem, dlaczego ten świat tak pędzi jak oszalały. Kurcze gdzie się wszyscy tak śpieszą. Ja chce w końcu się zatrzymać nacieszyć się tym, co mam. Bo jeśli nie zrobię tego teraz, to kiedy??? Jak dobrze, że nie jestem jakaś słaba psychicznie bo już bym dawno popadła w depresje a tak to sobie tylko ponarzekam i zaraz mi cała złość odpłynie i wrócę do swojej szarej rzeczywistości. Dlaczego za oknem pada deszcz a do tego widok stał się przygnębiająco smutny??? Czy przez cały rok nie może być wiosny lub lata? Chciałabym mieszkać w strefie podzwrotnikowej, gdzie rosną wiecznie zielone drzewa, gdzie nie nastaje jesienna szaruga. Czy ja, aż tak dużo wymagam? Mam ochotę dalej krzyczeć „odejdę cicho, bo tak chce i ja wiem, że będę wtedy sama nikt nawet nie obejrzy się i ja wiem, że będzie wtedy cicho”. Już jest lepiej trochę mi ulżyło, ale na jak długo sama nie wiem. W razie, czego mogę zawsze na nowo sobie pokrzyczeć. Jak dobrze czasem z siebie wyrzucić złość i nie kumulować w sobie tylu negatywnych emocji. Teraz mogę wręcz śpiewać z radości. Jednak z pomocą musiał przyjść kawałek czegoś czekoladowego i muzyka, która mnie odpręża. Na pewno potem dołączy się do tego moja druga połowa, ale musze na to jeszcze trochę poczekać. Jak narazie radzę sobie jak mogę. Trochę mnie podłamuje fakt, że z moim uchem nadal nie jest wszystko w porządku. Denerwujące jest to, iż wiem, że sama sobie z tym nie poradzę, jednakże skierowanie do laryngologa leży na szafce trzeba tylko teraz znaleźć chwile czasu. Nie będzie to jednak łatwe i znów chce się krzyczeć „ niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, bo wysiadam przez życie nie chce gnać bez tchu”.

niedziela, 19 listopada 2006

A to jednak jeszcze umiem pływać.

A dziś tak niedzielnie jakoś od rana było, bo się wyspałam a potem dzionek minął bardzo sympatycznie tylko, że pogoda troszkę nie dopisała. W końcu udało się mojemu księciu i mi wybrać na basen, w sumie na który mieliśmy się wybrać już wczoraj. Na szczęście rozumiem mojego ukochanego i wiem, że ciężko pracuje i że wczoraj jak już wrócił to było późno, był strasznie zmęczony i do tego czekała go jeszcze praca w domu z komputerami. Jednak obiecał mi, iż dziś sobie wszystko odbijemy i tak też się stało. Najpierw jednak wybrałam się po tę kartkę, którą miał już ode mnie dostać wcześniej, ale nigdzie nic nie znalazłam. Dziś w końcu zmotywowałam się i poszłam jej poszukać co przyniosło zamierzony efekt i niespodzianka się udała (może niespodzianka to za dużo powiedziane, ale mam nadzieje, że miłe to było i całkiem niespodziewane). Potem w końcu przybyliśmy na pływalnie (w sumie musze się przyznać, że zostałam na nią zaproszona ten mój mężczyzna to potrafi mnie miło zaskakiwać). Po dostaniu kluczyków wybraliśmy się do szatni oczywiście każdy w swoją stronę. A potem to już było czyste szaleństwo. Szczerze to nie wiedziałam, że basen wywołuje u mnie tak silne emocje. Ty kochanie oczywiście wiesz, o czym mówie i mam nadzieje, że nadal pomimo tego mnie kochasz:). Na początku trochę wygłupów, oswajanie się z wodą potem jakieś bicze wodne, kolejne wygłupianie, pływanie i oczywiście zaliczony zjazd a nawet zjazdy rurą, bo jakby mogło być inaczej. Sumie po dwóch godzinkach już się zmęczyłam jednak poczekaliśmy jeszcze trochę do czasu, aż włączą światła w basenach, bo w wówczas robi się niezły nastrój, chwile jeszcze pobyliśmy, ale zaczęłam już tak szczekać zębami z zimna, iż mój luby podjął męską decyzje, że wychodzimy. Na koniec poszliśmy się jeszcze posilić ( nie ma to jak najpierw stracić kalorie by potem je uzupełnić w nadmiarze). Ogólnie dzień był milusi i jak dla mnie mógłby jeszcze się nie skończyć tylko trwać, trwać i trwać. Uwielbiam chwile spędzone z Tobą kochanie i dziękuję za tak fajniusią niedziele. A teraz to już idę spać, dlatego mówie wszystkim dobranoc:).

sobota, 18 listopada 2006

To już wracam do blogowego życia.

Przez ten dzień trochę odpoczęłam nabrałam dystansu do zaczepek głupich ludzi i zrozumiałam, że nie ma się, co przejmować, bo zawsze znajdą się tak niemiłe osoby. Nawet nie warto z nimi walczyć, bo to tylko pogarsza sytuacje. A niestety nikt nie jest idealny. Chce w tej notce powiedzieć cos tylko jeden jedyny raz. Pisze tego bloga tylko i wyłącznie dla siebie, jeśli komuś się to nie podoba to ja wcale nie zmusza go do czytania. Pisanie tutaj pozwala mi czasem wyrzucić z siebie pewne emocje, które się kłębią i to mi pomaga. Dlatego jeśli jakieś osobie to przeszkadza niech wyłączy tę stronę i zapomni adres a nie rzuca obelgami, bo to wcale nie jest przyjemne. Też mam swoje uczucia i nie, którzy w ogóle nie zwracają na to uwagi, bo co ich to obchodzi (czyste samolubstwo i egoizm). Z drugiej jednak strony wiem ze słowa krytyki są potrzebne jednak niech one będą odpowiednie a nie, że jak ktoś już nie ma się, czego czepiać to wyszukuje byle głupstwo. Jakoś na blogu, który został blogiem 2005 roku nie dostrzegam by ktoś się czepiał jak autor popełni, jakąś literówkę lub coś źle odmieni, ale może go odwiedzają bardziej kulturalni ludzie. No nie wiem, od czego to jest zależne. Mam nadzieje, iż moja prośba jest bardzo czytelna i osoby mało zainteresowane treścią notek a bardziej ich krytykowanie lub obrażaniem mnie dadzą po prostu temu spokój i odejdą raz na zawsze zostawiając mnie w spokoju.

czwartek, 16 listopada 2006

Już 5 miesięcy męczysz się ze mną kochanie:).

Dziś mamy dzień wyjątkowy, ponieważ mija kolejny miesiąc, kiedy to mój chłopak wytrzymał ze mną lub ja z nim, jak kto woli to interpretować. Pięć miesięcy to już jest jakiś dłuższy okres czasu. Na pewno udało nam się poznać w jakimś stopniu. Wiadomo, że nie wiemy o sobie wszystkiego, ale to dobrze, bo zawsze jest jakieś nowe przeżycie, gdy dostrzegamy jakieś nowe cechy u drugiej osoby. Z mojego punktu widzenia dostrzegam same wzloty, upadków żadnych nie odnotowałam. Panuje pełna harmonia no może czasem gorsze dni miewam, ale staram się z tym walczyć jednak niestety wszystkich moich cech charakteru poprawić się nie da. Nie posiadam z tego powodu wyrzutów sumienia, bo nikt nie jest w końcu idealny i moja druga połowa też czasem potrafi doprowadzić mnie do chwilowego zdenerwowania, ale jednakże jak miło jest się potem popieszczoszyć. W sumie, jeśli chodzi o nasz związek i relacje między nami to nie mogę narzekać wręcz się cieszę, iż jest tak dobrze i że nie ma np. cichych dni lub, że kłócimy się o byle głupstwo. Nasze wymiany zdań raczej są bardziej brane na wesoło i jak nawet któreś się obraża to tylko na chwile i to bardziej na żarty niż na poważnie i to jest w tym wszystkim cudowne. Kocham cię za to, jaki jesteś i za to, że w ogóle jesteś. Nawet przez momencik nie pomyślałam żeby wymienić cię na lepszy model, bo uważam, że lepszego po prostu nie ma. Dziękuję ci za to, że ze mam jesteś za to, że wczoraj ze mną byłeś i za wszystko, co dobre, co mnie do tej pory spotkało dzięki Tobie. Jesteś moim promykiem nadziei, co oświetla każdy mój dzień.

środa, 15 listopada 2006

I bądź tu człowieku poważny:).

Jak mi się dzisiaj już nic nie chce pociesza mnie jednakże fakt, że jutro już ostatni dzień a potem znowu cztery dni wolnego. Dziś było tak sobie najpierw historia to jak wiadomo wynudziłam się za wszystkie czasy, ale cóż jak już zdecydowałam się przyjechać to bez sensu było tam nie pójść. Potem dwie godzinki wolnego, aby znowu uczestniczyć w fascynującym wykładzie z geografii jak zawsze temat poważny, bo o bazie wojskowej na Kubie a dokładnie o Guantanamo ale ludzie już mniej poważni. Znowu przykład z wykładu pan gasi światło by lepiej oglądało się prezentacje (w ogóle zapanował kinowy nastrój, więc ludzie się trochę rozluźnili) a jakaś dziewczyna w tym momencie pisze sms no jak wiadomo w totalnej ciemności światło komórki jest z lekka widoczne. Na ten zaistniały fakt pan wykładowca mówi: „proszę przestać święcić” a na to jakiś dowcipny kolega z tylu sali odzywa się, ze koleżanka nie może przestać świecić, bo to jest wina jej olśniewającego uśmiechu po niedawnym wybielaniu zębów (i bądź tu człowieku poważny jak rozmawiamy o terrorystach, w takim towarzystwie po prostu nie można). Przed wykładem już w stałej ekipie poszłyśmy na pyszne spaghetti (co już dowodzi, że grupka składa się z 3 dziewczyn). Potem pobuszowałyśmy po EMPIK-u w celu zabicia czasu. Ja oczywiście postawiłam sobie cel życiowy wyszukania ładnej karteczki Jednakże żadna nie spełniała moich oczekiwań i norm unijnych, więc dlatego jak zawsze wyszłam z niczym i choć tu człowieku na zakupy i nic nie kup. To mnie trochę zdeprymowało, bo chciałam kupić ładna karteczkę taka sweet, aby potem ją dać wyjątkowej osobie, ale cóż plan spalił na panewce. Dlatego jutro mając godzinkę do autobusu może coś znajdę, ale czarno to widzę, bo po drodze nie ma żadnego sklepu z takowymi rzeczami jednak, jeśli nie jutro to i tak w niedługiej przyszłości cos ciekawego wyszukam. Aaaaaaaaaa i zapomniałam bym dodać, że nasz rok w końcu utworzył sobie forum jak fajowsko tylko żeby jeszcze ludzie uczestniczyli nim w wiadomym celu to już będzie zupełnie super. I tak poza tematem pozdrowienia, dla milego pana administratora (który tak w ogóle uczestniczy ze mną w zajęcia na siłowni):).

wtorek, 14 listopada 2006

Jednak to na filozofii rodzą się najlepsze pomysły.

I znowu kolejny dzień za mną. Jednak czas płynie wręcz biegnie nieubłaganie. Teraz jest 21.00 a ja już w pidżamce podbijam moje wyrko. Sama jestem w szoku, ale naprawdę jestem padnięta, bo wstawanie o 6.00 i potem zajęcia do 16.30 wykańczają, w szczególności 3 godziny filozofii. Jednak pani od angielskie wykryła moją wielka ochotę na wysłuchanie piosenki Sinead O'Connor Nothing Compares To You (po prostu miałam ogromne zapotrzebowanie na jej nieustanne słuchanie i mogę powiedzieć, że w jakieś części je zaspokoiłam). Najśmieszniej jednak było na geografii, gdy podzieliliśmy się na zwolenników kary śmierci i jej przeciwników oczywiście my jak zawsze nawet w tak poważnej kwestii nie potrafiliśmy zachować powagi, z czego wychodziły przeróżne śmieszne sytuacje jak np. przeciwnicy kary śmierci zaproponowali, aby pedofilii wbijać na pal ( w tym momencie legły w gruzach ich całe zapatrywania na owy temat i stali się mało wiarygodnymi przeciwnikami), potem jedna z koleżanek aż zagotowała się ze złości, gdy jej argumenty nie trafiały do ogółu ludności i w sumie każdy był odpierany i jeszcze trochę a biedna by się popłakała ze złości w każdym bądź razie głos miała już drżący. Na wspomnianej już filozofii w naszej grupce 9-cio osobowej narodził się pomysł, aby w przyszłym tygodniu zorganizować odwiedziny u jednej z koleżanek i upiec u niej pizze (oj zapowiada się apetycznie), dlatego tez przez 90 minut wykładu ustalaliśmy, kto jakie składniki przynosi i jak dostać się do wspomnianej koleżanki. A to wszystko przez Pawła, bo to on zaczął temat, że wczoraj miał pustkę w lodówce i jedyne, co znalazł to drożdże i mąkę, dlatego też upiekł sobie pizze i tak jakoś dalej się potoczyło. Z drugiej części wykładu mówiąc po ludzku poszłam w długą udając się na św. Marcin i wcale nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia:). To by było na tyle i teraz uciekam się wygrzewać pod kołderkę i co najważniejsze czekać, kiedy w końcu usłyszę moje kochanie. W takim razie idę sprawdzać czy przypadkiem telefon się nie zepsuł, czy bateria jest naładowana i czy mam zasięg oraz włączone glosy bym usłyszała dzwonek:).

poniedziałek, 13 listopada 2006

Moja wyobraźnia potrafi być czasem chora i nieobliczalna.

Dziś to będę mieć koszmarki w nocy jeszcze ten przeklęty wiatr wieje i rusza drzewa za oknem, które rzucają ruszające się cienie na moją ścianę. Nie było by w tym nic złego, gdyby te cienie się nie ruszały na tej ścianie i gdybym ja ich nie widziała leżąc w łóżku niestety jest zupełnie inaczej. I tak to ja osoba, która nie boi się żadnych insektów, gadów płazów i wszelakiego rodzaju innych dziwnych żyjątek (czuje jedynie do niektórych wstręt i odrazę) boi się głupich horrorów. Przecież ogólnie wiadomo, że akcja jest całkowicie wymyślona wielkich studiach filmowych w Hollywood. Ale żadne argumenty nie przemawiają do mojego blond łebka. Ja i tak wewnątrz mojej chorej głowy no może bardziej za sprawa chorej wyobraźni myślę, że to jest najprawdziwsza prawda i że zaraz jakieś UFO czy co tam innego strasznego wleci mi do domu i mnie zabije lub porwie i wykorzysta do jakiś celów badawczych lub reprodukcyjnych. Wszczepią mi potem jakiś chip pod skore i będą monitorować moje życie, będą wszystko o mnie wiedzieć a ja oczywiście będę, żyła z taką świadomością, że jestem obserwowana poczym popadnę w obłęd i zamknął mnie w psychiatryku, gdzie spędzę pozostała cześć mojego życia chyba, że przyleci jakiś kosmita o imieniu Prot i zabierze mnie na swoja planetę. Jednak na to bym nie liczyła, bo przecież chętnych jest dużo. Dlatego też kochanie jakby potrwali mnie dziś kosmici, co jest bardzo prawdopodobne zważając na wszystkie znaki na niebie i ziemi i do tego jeszcze jest poniedziałek 13-stego to pamiętaj, że bardzo, ale to bardzo Cię kocham i nigdy Ciebie im nie wydam choćbym nie wiem jak mnie torturowali. Jeju to dałam upust swojej fantazji, może to mi pomoże i nie będę mieć w nocy koszmarków. Aha i kochanie tak na przyszłość nie strasz mnie więcej na filmach nawet jak to będzie komedia romantyczna, bo widzisz, że potem mam problemy z własną psychika.

niedziela, 12 listopada 2006

Jak to dopadł mnie tłum fotoreporterów.

No i udało się, spełniłam swój obowiązek obywatelski i poszłam zagłosować pierwszy raz w życiu. Jej było to w końcu wzniosłe wydarzenie, przy drzwiach tłum fotoreporterów, którzy za wszelką cenę chcieli uwiecznij jak oddaje mój pierwszy raz głos, niestety w sali nie zmieścili się dziennikarze z aż 7 stacji telewizyjnych, dlatego czekali na mnie przed budynkiem. Po wyjściu udzieliłam krótkiego wywiadu tylko wybranym (oczywiście wpływ na mój wybór zależał od dziennikarza...bardziej od jego urody hi hi hi). Potem jeszcze miałam wypowiedzieć się na żywo dla jednej ze stacji radiowej a na koniec sam znany polityk (nie będę wymieniać tu nazwiska, bo nie chce złamać ciszy wyborcze, która w sumie już nie obowiązuje jednak powiem wam w tajemnicy, że był to sam pan Kononowicz). No dobra dobra pożartowaliśmy sobie pośmialiśmy się a teraz całkiem poważnie. Poszłam zagłosować, bo, jako że jestem studentką politologii to moim obowiązkiem jest rozwijanie własnej jak i u innych ludzi kultury politycznej. Oczywiście nie jest to wydarzenie, które w jakiś szczególny sposób będę rozpamiętywać do końca życia, bo z pewnością w życiu będę głosować jeszcze nie raz i nie dwa razy. Potem pojechałam jednak do rodzinki i tam dopiero wyszalałam się z półtorarocznym synkiem i 4-letnią córką kuzyna. Nawet nie wiedziałam, że posiadam aż takie zdolności w szybkim przebieraniu lalek i wożeniu ich w wózku:). Ale stwierdzam, że wszędzie dobrze jednak w domu najlepiej. Dlatego wcale się nie zmartwiłam, gdy moja rodzicielka rzuciła hasło, iż wybywamy już do domu. I tak odchodząc od tematu. Kochanie nie przejmuj się, że czasem ci odbija i jestem dużym dzieckiem, bo to też w Tobie kocham. Przynajmniej mam, na kogo przelewać moje uczucia macierzyńskie:*. A tak poza tym to strasznie poprawiłeś mi humorek i tak mi się jakoś wakacyjnie, cieplutko i milutko zrobiło. Dziękuję:*

sobota, 11 listopada 2006

Cudowne uzdrowienie…:)

Oczywiście tytuł nic nie ma wspólnego z jakimś kultem religijnym, sektą cudownym widzeniem czy czymś temu podobnego. Miejsce tego wielkiego wydarzenia to dzisiejsze popołudnie w malej miejscowości a dokładnie w moim domu. Wielki udział w tym uzdrowieniu miał mój kochany chłopak. A co dokładnie się wydarzyło??? Po prostu przyjechał do mnie i to już wystarczyło. I wtedy dopiero się zaczęło. Było moje bliskie spotkanie trzeciego stopnia z podłoga, było jeszcze ściskanie i otarcie kolanka (jeszcze raz przepraszam kochanie ja naprawdę nie chciałam) ale także prawie utraciłam górną prawą jedynkę (na pewno by to komicznie ale mi wcale nie było by mi śmiechu). Jednak stwierdzam, że nadal mi mało jeszcze chce się pościskać!!! Tak poza tym to sobota, jak co tydzień minęła mi na sprzątaniu. Potem naszła mnie wielka ochota na pooglądanie teledysków, więc dla relaksu włączyłam sobie płytkie i jak to ja potańczyłam sobie w ukryciu. Jej jak dawno tego nie robiłam i jak dawno nie oglądałam tych teledysków, aż mi się wtedy przyjemnie zrobiło, sprawiło mi to ogromna radość i nastawiło pozytywnie na następne mam nadzieje dni. Jutro moja rodzinka zaplanowała odwiedzenie mojej cioci i wujka jednak ja mam jakieś mieszane uczucia bym tam jechać, dlatego jeszcze głęboko nad tym pomyślę czy po obiadku wsiądę do autka i również się tam wybiorę. Dobra a teraz kończę i idę dalej oglądać film „Jak stracić chłopaka w 10 dni” może się czegoś ciekawego dowiem. Chociaż na razie nie planuje takich rzeczy, ale zawsze można się pośmiać. A teraz jeszcze do mojego kochania wtrącę taki malutki wątek z filmu „Kiss me beneath the milky twilight lead me out on the moonlit floor”

piątek, 10 listopada 2006

Blondynka też miewa trudne dni:(

I stało się faktem to, iż od rana nie czułam się najlepiej. Myślałam, że szybko wszystko przejdzie, ale za bardzo nie chciało. Dobrze, że dziś miałam tylko jedne ćwiczenia w sumie wykończyło mnie bardziej ponad godzinne oczekiwanie na autobus do domciu. Jak wiadomo wiatr był może niemocny ale bardzo zimny. I do ogólnego osłabienia mojego organizmu doszło totalne wychłodzenie organizmu. Oczywiście na efekty nie musiałam długo czekać wiec teraz oprócz sporego ubytku płynów z mojego organizmu doszedł jeszcze katar i ból głowy. Po prostu żyć nie umierać. Nie mam siły na nic, naczynia po obiedzie umyłam resztkami sił, w ogóle nie mam zielonego pojęcia jak wdrapałam się na drugie piętro do domciu (to był wyczyn niesamowity w moim wykonaniu). Całe popołudnie przeleżałam lub przespałam, chociaż było to trudne z powodu ciągłego bólu, pomimo łyknięcia tabletek. Obecnie pisze notkę i pomału wyruszam w stronę lóżka. Spróbuję się położyć, zasnąć i się trochę podkurować na jutro, bo w końcu mamy weekend i nie mam zamiaru przeleżeć go w łóżeczku. Jej nawet moja wena gdzieś uleciała. Koniec nie chce już narzekać ile można, bo w końcu stanę się starą marudą, a ja tego nie chce. Poza tym przed nami jeszcze długie jesienne a potem zimowe wieczory wiec ponarzekać jeszcze zdążę. Narazie to marzy mi się ciepełko, słoneczko i pieszczoszenia się z moim kochaniem jednak na to wszystko musze poczekać. Dlatego też po przytulam się do Kubusia Puchatka (chociaż to marny zastępca ale przynajmniej jest mięciutki i milusi). W takim razie uciekam pod kołderkę wygrzewać mój brzuchol.

czwartek, 9 listopada 2006

Teraz już wiem, że chciałabym umrzeć z miłości!

Myslovitz Chciałbym umrzeć z miłości

Świat wypadł mi z moich rąk

Jakoś tak nie jest mi nawet żal

Czy ty wiesz jak chciałbyś żyć, bo ja też

Chyba tak chciałem przez cały czas, lecz

Jeśli muszę i wybrać będę mógł jak odejść

To przecież dobrze, dobrze o tym wiem

Chciałbym umrzeć przy tobie

Wieje wiatr, pachnie wiosną i wiem

Że ty łatwo tak zgodziłaś na to się i

Jeśli muszę i wybrać będę mógł jak odejść

To przecież dobrze, dobrze o tym wiem

Chciałbym umrzeć przy tobie

Jeśli kiedyś wybrać będę mógł jak to zrobić

To przecież dobrze, dobrze o tym wiem

Chciałbym umrzeć z miłości

Nie na krześle, nie we śnie

Nie w spokoju i nie w dzień

Nie chcę łatwo, nie za sto lat

Chciałbym umrzeć z miłości

Nie bez bólu i nie w domu

Nie chcę szybko i nie chcę młodo

Nie szczęśliwie i wśród bliskich

Chciałbym umrzeć z miłości

Tak właśnie chciałabym stąd odejście jak już będę musiała tylko i wyłącznie przy Tobie. Tak zupełnie poważnie to chce się budzić i zasypiać przy Tobie. Już teraz wiem, co to znaczy kochać i być kochanym odkryłam to dzięki Tobie. Chyba nie można zaznać już większego szczęścia. Przepełnia mnie uczucie radości. Widzę cię gdziekolwiek, spojrzę. Dopiero, co wyszedłeś a ja już tęsknie i tak naprawdę jeszcze nigdy nic takiego nie czułam. Chce z Tobą chodzić za rękę w deszczu, chce całować cię pod rozgwieżdżonym niebem i szeptać ci do ucha jak bardzo cię kocham.

środa, 8 listopada 2006

Gdyby doba miała więcej godzin to na pewno bym się nie nudziła:).

Pomysł na dzisiejszą notkę narodził się w autobusie relacji Poznań - Chludowo z przystankiem docelowym w Zielątkowie gdzie też wysiadłam. Siedząc sobie w wyżej wymienionym pojeździe pełnym obcych sobie ludzi, zimnym, ale jednocześnie nowym i wygodnym oraz oglądając budzący się i księżyc oraz światełka dobiegające z okien domów doszłam do pewnych wniosków. Oczywiście to, co chce powiedzieć dostrzegłam już wcześniej jednak nigdy się nad tym nie zastanawiałam dłużej, bo jakoś szczególnie to mnie nie dotyczyło. Będąc, na co dzień w Poznaniu zostałam wrzucona w pęd życia miejskiego. Z początku, uważałam, że gdzie ja, mnie to omija, bo żyje inaczej. Jednak z każdym dniem widzę coraz dokładnie, iż coraz bardziej się wszędzie spieszę, żyje w nieustannym biegu nawet zmieniając sale między wykładami. Po prostu wszędzie biegnę to: na zajęcia, na autobus, na zakupy, do barku po kanapkę, do automatu po gorąca czekoladę a potem parze sobie buzię, bo nie mam czasu czekać aż wystygnie, spieszę się na przejściu dla pieszych, bo zielone światło już miga albo w połowie przejścia zrobiło się czerwone. Drugą skrajna rzeczą ludzi „miastowych” jest nieustanne czekanie na cos, z czego wynika późniejszy pośpiech by nie być spóźniony. I tak oto tylko w dniu dzisiejszym czekałam: na zajęcia, na przerwę (bo tyłek już bolał od siedzenia), na dojście na przerwie do barku, na wydanie kurtki w szatni (było oblężenie), na pizze w Pizza Hut i potem, oczywiście oczekiwanie na wydanie reszty. Tych przykładów jest więcej, ale chodzi mi o uchwycenie samej idei. Po co ludzie tak się spieszą? Przecież i tak czasu nie zyskują i ciągle marudzą, że brak im czasu i do tego jeszcze są wiecznie zmęczeni. Ja jestem nauczona trochę innego modelu życia, dlatego trudno mi się przestawić na ten pośpiech. Zaczyna mi brakować czasu ledwo stanę pojadę do szkoły to już wracam i kładę się powrotem spać i tak codziennie. A musze powiedzieć ze mój plan zajęć i tak jest strasznie przystępny i w sumie chodzę na wykłady tylko 3 dni w tygodniu. Jednakże atmosfera wielkiego miasta przenosi się pomału i na mój codzienny grunt życia nawet wówczas, gdy nie bywam w Poznaniu. Łapie się np. na wiecznym sprawdzaniu godziny i nerwów czy zdążę coś tam zrobić. A ja protestuje, bo chcę mieć więcej czasu na przyjemności i nie tylko, chce bez wyrzutów sumienia leżeć cały dzień w łóżku by potem nie myśleć, że czeka na mnie do przeczytania 200 stron książki na myśl polityczna. A tak w ogóle to ja chce już wiosnę by dni były dłuższe i żebym nie musiała w ciemnościach wychodzić z domu i w takich samych ciemnościach do niego wracać. A tak już całkiem serio chciałabym mieć urządzenie do zatrzymywania czasu i powtarzania tych rzeczy, które są dla mnie najmilsze.

wtorek, 7 listopada 2006

Kiedy zostanę kobietą?

- Mamo, mamo chyba mi urosła klatka piersiowa?!

- Córeczko to jest normalne każda dziewczynka przechodzi to prędzej czy później.

- Mamo, ale Elka z 6b jest całkiem płaska.

- Bo widocznie ona ma jeszcze na to czas ponieważ każdy ma swój wewnętrzny zegar biologiczny.

- Mamo a czy to znaczy, że jestem już dorosła?

- No… dorosła może jeszcze nie, jednak małymi kroczkami zbliżasz się do tego etapu.

Jej jak dawno temu zadawałam sobie tak nurtujące pytania. Wtedy były one dla mnie wręcz nie do rozwiązania jakby z kosmosu. W końcu jeszcze nie znałam języka mojego ciała i nie byłam świadoma tych wszystkich przemian, które wówczas zachodziły. A jak to wygląda teraz? Czy już mi się udało poznać całą siebie? Wydaje mi się, że jednak nie, ponieważ człowiek poznaje siebie i swoje ciało przez całe życie. Jeszcze troszkę i będę musiała pogodzić się z faktem posiadania pierwszych zmarszczek koło oczu, przez co będę musiała nauczyć się na nowo potrzeb mojej twarzy i skóry. Ale to, kiedy stanę się kobietą??? Czy jak nadchodzi ta chwila, ten moment to to się po prostu tak wie i już??? A może jestem nią od momentu, gdy osiągnęłam pełnoletność??? Mówi się również, że pełnie kobiecości uzyskuje się po urodzeniu dziecka. I tutaj wynika pewien problem: ja nie posiadam dziecka. Czy to znaczy, że nie mam czuć się kobietą? A może zaczynamy się nią czuć, gdy inni dostrzegą w nas pierwiastek kobiecości. Gdy w oczach najbliższych widzimy zalążki budzącej się natury kobiecej? Ile to jeszcze jest pytań, na które nie znam odpowiedzi. Jednak na pewno w jakimś stopniu czuje się kobietą. Codziennie chce ładnie wyglądać dla świata a w szczególności dla moich najbliższych. Co do zachowania to nie zawsze bywa one odpowiednie do mojego wieku ale dobrze czasem potrafić rozbawić tłum bo i tak już za dużo jest ponuraków naszym społeczeństwie. Czuje, iż dopada mnie depresja jesienna i zaczynam przechodzić kryzys osobowości. Przykładem może być fakt, że rano po wstaniu i spojrzeniu w lustro odwróciłam się i nie chciałam już w nie spojrzeć. Ostatnio też odjęto mi lata i znów byłam dzieckiem tylko, że wówczas zabrakło już miejsca na poważna osobę, która tak naprawdę staram się być.

- Dziecko czy ty masz prawo jazdy, że wsiadasz za kierownice?

- (pomyślałam, iż to jest głupie pytanie i to, że posiadam prawo jazdy od ponad pół roku mówi samo za siebie) Ależ oczywiście, że mam

- Bo dziecko wyglądasz tak młodo. Myślałam, że masz 15-naście lat.

-(w tym momencie kielich goryczy pękł) To się pani stanowczo pomyliła, bo mam 19-naście lat.

I jak tu można czuć się dorosło, kiedy na każdym kroku cię odmładzają. Z pewnością będę się z tego cieszyć za kilka lat, gdy zacznę sama sobie odejmować lata. Ale jak na razie chce w końcu stać się dorosła kobieta!!!

poniedziałek, 6 listopada 2006

Gruntowny remont:)

Jak widać na blogu zaszły gruntowne zmiany. Postanowiłam trochę go zmodernizować, ponieważ poprzedni szablon już mi zbrzydł i to może, dlatego zabrakło mi weny do pisania. Za oknem ciemno zimno i wietrzenie a ja właśnie siedzę sobie przy cieplutkim kaloryferze i konstruuje notkę. Dziś nie będzie długo z tego powodu, że zaraz wyruszam w stronę mojego łóżeczka, bo jutro raniusio wstaje i jadę na wykłady. Jakoś nie mam wizji siedzenia 3 godzin na filozofii po prostu uwierzcie to jest nie wykonalne, jeżeli w ogóle kogoś nie interesuje, (czyli został tu opisany mój przypadek). Jak łatwo też zaobserwować nie pisze już w 3 osobie liczby pojedynczej wynika to również z dokonywanego przemeblowania. Po prostu uznałam, że zmienia się wszystko. Może to też mi pomoże w częstszym pisaniu notek, (bo nie będę musiała główkować nad przekształcaniem zdań a nie raz to było skomplikowane). W takim razie wyjaśnienia już napisane to mogę spokojnie pomykać do łóżeczka do mojej pościeli w Kubusia Puchatka a to cudo oczywiście zawdzięczam mojemu kochanemu chłopakowi (on jednak wie, co potrafi mi sprawić prawdziwą nieopisaną radość). I melduje posłusznie, że zadanie z angielskiego wykonałam.