sobota, 16 września 2006

"There's a truth in your eyes saying you'll never leave me..."

Dzisiaj będzie notka zupełnie wyjątkowa, dlatego też pisana będzie w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Ową okazją jest fakt, iż jestem już z moim księciem 3 miesiące. Wiem, że to nie jest nie wiadomo jak długo, ale dla mnie to i tak już wieczność. Dlatego chce mu dziś podziękować i powiedzieć, że jest moim aniołem i w jego ramionach czuje się najbezpieczniej. A poza tym kochanie jeszcze coś ci powiem: „Zawsze, kiedy chce Ci powiedzieć, co do Ciebie czuję, to brakuje mi słów, by to opisać... Gdy chce Ci powiedzieć, że Cię "Kocham" to wiem, że to tak naprawdę za mało. Po prostu nie ma żadnego słowa, ani zdania, które opisze to, co w głębi serca mam, co wyrazi tak wielkie uczucie, zwykłe słowa nie są w stanie tego określić. Jesteś kimś, kto sprawia, że mam chęć do życia, kto mnie pobudza, powoduje radość, zwalcza smutek, przynosi szczęście. Chcę, żebyś wiedział, iż moje życie nie ma bez Ciebie wartości, ma sens tylko wtedy, gdy spędzam je z Tobą, gdy jesteś blisko i czuję Twoją obecność. Moja miłość do Ciebie nigdy nie będzie miała końca, lecz z każdym dniem, godziną, minutą, a nawet sekundą będzie wzrastać. Potrzebuje Cię najbardziej na świecie. Dziękuję Ci za to, że: -mogę na Tobie zawsze polegać, powiedzieć, co mnie boli, smuci, z czym sobie nie radzę, -zawsze mnie wysłuchasz i jesteś najcierpliwszą osobą, chociaż wiem, że często nie można ze mną wytrzymać i z moim marudzeniem czasem ciężko żyć, -jesteś bardziej wyrozumiały niż przyjaciółka, -jesteś czymś więcej niż chłopak-jesteś moją miłością i chce, aby na zawsze tak zostało. Kocham Cię Kochanie najbardziej jak Tylko mogę. Mam nadzieję, że o tym wiesz. Napisałam to, aby choć w kilku słowach opisać moje uczucie. Bądź ze mną zawsze. Mam nadzieje, że nigdy nie zwątpisz w moją miłość do Ciebie... Nigdy nikogo nie kochałam tak jak Ciebie po prostu KOCHAM CIĘ:*.”

czwartek, 14 września 2006

Nuda stanowczo zabija ostatnie szare komórki!!!

Do takich mądrych wniosków ostatnio doszła blondyna. Nie było by to aż takie straszne, gdyby nie zauważyła tego na własnym przykładzie. Dlatego też jej rodzina postawiła sobie za cel takie układanie rozkładu dnia, by główna bohaterka nie miała nawet czasu pomyśleć o nudzie. Polega to na tym, że wynajdują jej różne najdziwniejsze zadania począwszy od mycia okien przed robienie prania i sprzątania a skończywszy na robieniu obiadków. Blondyna jednak stanowczo zaczęła się buntować i doszła do wniosku, iż lepiej by ubyło jej kilka szarych komórek niż żeby padła ze zmęczenia. I jak postanowiła tak też zrobiła jednak jej plan szybko legł w gruzach gdyż dziś z czystego przyzwyczajenia obrała ziemniaki i poszła powiesić pranie a na koniec jeszcze odkurzyła całe mieszkanie. Niestety nie znalazło się ani troszkę czasu na wypoczynek, kto by pomyślał, że nuda zdziała cuda. Popołudniu wybrała się na zakupki do miasta. Oczywiście nie obyło się bez przygód. Najpierw narobiła zamieszania w aptece, gdy pani wyjęła za dużo tabletek na ból gardła, bo jak to blondynka oczywiście nie mogła się na żadne zdecydować. Takim o to sposobem na ladzie znalazło się około 15-nastu opakowań różnych specyfików w końcu wybrała ten, który pani aptekarka pokazała jako pierwszy, żeby oczywiście nie było tak kolorowo i spokojnie potem narobiła zamieszania z reklamówką. Okazało się, iż nie ma ona jednego uszka, więc zaczęła się kombinacja by je dorobić. Pani aptekarka zauważywszy zaistniałą sytuację postanowiła dać nową, po czym okazało się, że wszystkie reklamówki pochodzą z jakieś wadliwej serii, dlatego też blondi szybkim krokiem opuściła aptekę by nie wynikło jakieś kolejne zamieszanie. Później tylko po przejściu przez drzwi usłyszała głęboki oddech ulgi wśród personelu, że już jej się pozbyli hehehe. Następnie urządziła sobie maraton po centrum handlowym, gdzie upolowała 3 ostatnie butelki jej ulubionej wody mineralnej. Dla jej zdobycia była gotowa zrobić wszystko, dlatego też w rozpaczliwej desperacji rzuciła się na półki z woda w wyniku, czego inni klienci nie mieli szans nawet zbliżyć się do działu z wodami. Ciekawe, dlaczego potem ludzie dziwnie się na nią patrzyli hehehe. Po doniesieniu cennego łupu do wózka postanowiła nie opuszczać go ani na krok, by przez przypadek jakiś zdesperowany klient nie uprowadził jej butelek z wózka. Gdy już zmęczona wróciła do domu to nie pozwolono jej odpocząć tylko zaciągnięto ją do obierania śliwek na powidła. Ciężki to już ma los ta nasza blondynka. Na koniec piękność chce podziękować swojemu księciu za pięknego kwiatka (jak na razie kwiatek żyje i ma się dobrze nawet dostał świeżą wodę):*.

wtorek, 12 września 2006

Prawie „kura domowa”, prawie robi wielką różnicę:)

Przez to, że blondynka ma jeszcze wakacje, ponieważ swoją edukację rozpoczyna dopiero w października to Super Mama zatrudnia ją do różnych prac domowych. Takim oto sposobem ta biedna mała istota musiała ostatnio myć okna. Oj, jakie to było dla niej męczące zajęcie. Jednak trzeba powiedzieć, iż zabrała się do tego z wielkim zapałem godnym podziwu. Dlatego też, wstała znowu bladym świtem (jak to już miewa w zwyczaju hehehe) szybciutko się ubrała, zjadła śniadanko i popędziła po odpowiednie środki do mycia szyb. Należy wspomnieć, że postanowiła swoją pracę wykonać bardzo starannie by Super Mama była z niej dumna i ją pochwaliła. Dlatego przygotowania i zbieranie się do wykonania powierzonego jej zadania w rzeczywistości zajęło naszej piękności więcej czasu niż owe późniejsze mycie. Wczesnym popołudniem w końcu udało jej się dostać do okna w kuchni, które okazało się być okropnie brudne, oklejone błotem, dlatego też blondi zaczęła się zastanawiać czy ktoś w ogóle przez to okno jeszcze coś widział. Nie rozwijając dłużej tej myśli spryskała szyby (w tym miejscu, aby nie robić darmowej reklamy nie zostanie podana nazwa środka, który poradził sobie z owym brudem) płynem do mycia szyb i zaczęła mozolne polerowanie. Wirtualnie naszej bohaterce myć okna pomagał jej Książe. Było to przyjemne i potrzebne umilanie pracy tym bardziej, że nasza istotka w owym dniu przeżywała swoje trudne dni, więc wsparcie moralne było jej bardzo potrzebne, by przypadkiem nie rzuciła się z drugiego piętra, bo cóż by to była za strata dla ludzkości. Ambicje tego małego człowieczka nie skończyły się oczywiście na jednym oknie i dlatego umyła jeszcze drugie tym razem w swoim pokoju. Po wykonaniu powierzonego jej zadania padła zmęczona nie mogąc ruszyć ani ręką ani nogą. Wówczas okazało się, iż blondyna musi jeszcze ugotować obiad dla swojej rodziny. Był to wyczyn ponad jej siły jednak stanęła na wysokości zadania i usmażone przez nią naleśniki z jabłkami zaspokoiły żołądki zarówno Super Mamy i Pana Taty oraz brunety. Nasza piękność pomimo tak nieludzkiego poświęcenia nie mogła mieć oczywiście ani chwilki odpoczynku, gdyż jej rodzicielka zleciła jej spacer na ogródek po fasolkę. Na szczęście z odsieczą przybył jej ukochany i pomógł jej wykonać to zadanie i nawet potem niósł siateczkę (co z niego za dżentelmen nic dodać nic ująć tylko po prostu kochać). Wieczorek spędziła już w miłym towarzystwie, przez co humorek i siły witalne do niej powróciły:*.

niedziela, 10 września 2006

Wyprawa na grzyby z niespodziankami:)

Tak to już bywa, że jak nadchodzi jesienny chłód i wilgoć to w naszych pięknych lasach państwowych zaczynają wychylać swoje łebki pierwsze grzybki. Oczywiście w tej opowieści bierzemy pod uwagę tylko grzybki zjadliwe, czyli podgrzybki i prawdziwki a pozostałe rzucamy w wir zapomnienia, czyli wszelakiego rodzaju odmiany trujące, halucynogenne i tym podobne:). I takim o to sposobem nasza blondi w te piękne wrześniowe popołudnie wyruszyła integrować się z lasem oraz różnymi dziwnymi lub mniej dziwnymi stworami tam mieszkającymi. Trzeba dodać, że na ten genialny pomysł wpadł po części Pan Tata. Nasza istota nie marnując czasu na zbędną dyskusję czy pomysł jest idealny pomaszerowała do swojego pokoiku by zmienić swoje wierzchnie nakrycie na coś bardziej dopasowanego do wędrówek po leśnych drogach. Punkt 14.00 nasza szczęśliwa rodzinka zapakowała się do samochodu i pomknęła przed siebie. Po 15 minutach znalazła się w uroczym lesie, gdzie na dzień dobry powitał ich piękny podgrzybek. Potem już było z górki. Po 40 minutach blondi się wycwaniła i maszerowała tylko po największych chaszczach, na które zwyczajny śmiertelnik nawet by nie spojrzał. Ale jej metoda okazała się bardzo skuteczna, bo pomimo odrapanych rąk przez jeżyny i zaadoptowaniu kilku pająków miała po chwili zapełniony koszyk. W tym miejscy należy obalić mit o Blondynce jako istocie mało myślącej i nieinteligentnej. W przypadku naszej bohaterki to nie ma racji bytu:). Jednak trzeba dodać, że wyprawa nie była do końca taka kolorowa, ponieważ nasza piękność miała bliskie spotkanie trzeciego stopnia z czymś bliżej nieokreślonym. Owa istota spowodowała wzniesienie alarmu przez blondi, dzięki czemu było ją słychać w promieniu najbliższych 10 kilometrów. W domyśle naszej bohaterki był to jakiś mały wąż lub bardzo wyrośnięta dżdżownica najprawdopodobniej modyfikowana genetycznie przez Unię i testowana w naszych lasach. Nasza mała istota da sobie głowę uciąć, iż owy duży potwór rzucił się na nią jednakże błyszczący nóż w jej ręce skutecznie musiał ją\go odstraszyć. Gdy rodzinka postanowiła już wracać do domku (wyczerpana i głodna) spotkali jeszcze wujka i ciocię (to był prawdziwy zbieg okoliczności, aż należy powiedzieć, że ale ten świat mały). Na zakończenie tego przemiłego popołudnia blondi znalazła prawdziwka (będzie, co dodać do zupki na wigilię hehehe) potem zostały znalezione jeszcze 3, z czego jeden należał do Super Mamy, drugi do Pana Taty a trzeci oczywiście do naszej piękności. Na koniec chce pokazać koszyk z grzybami, który zebrała nasza blondynka na dowód tego, iż naprawdę w tym lesie była. Wszystkie grzyby znajdujące się na owym zdjęciu zostały z wielkim trudem poszukane i zebrane rączkami naszej bohaterki.

piątek, 8 września 2006

"Murzynkowe" szaleństwo Blondyny

Pewnego pięknego poranka nasza piękność postanowiła sprawić sobie radość i zarazem spełnić swoją zachciankę, dlatego też wpadła na genialny pomysł upieczenia murzynka. Jak postanowiła tak zrobiła. Bo jak to się mówi „blondynce dwa razy nic nie mówić”. Na samym początku ruszyła na poszukiwanie przepisu. Okazało się to trudnym i wyczerpującym zajęciem jednak wszystko skończyło się szczęśliwym odszukaniem przepisu na dnie szafy Super Mamy. Po dokładnym przestudiowaniu potrzebnych składników blondi spostrzegła, iż brakuje jej margaryny i polewy czekoladowej. Dlatego też szybciutko udała się do sklepu by zakupić owe produkty. Po powrocie odmierzyła sobie wszystkie składniki ładnie poukładała je w szklaneczkach do tego wbiła dwa jajka do garnuszka, po czym okazało się, że jajka mają być rozdzielone, bo z białek trzeba ubić piane. Jednakże nasza bohaterka wcale się nie załamała tylko stwierdziła, że wyłowi żółta z białek. I tak po 10 minutach wyzywania i rzucania różnymi przedmiotami blondynie udała się owa sztuka (trzeba dodać, iż była z siebie bardzo dumna). Po przygotowaniu sobie wszystkich potrzebnych składników i wrzuceniu ich do garnka okazało się, że w domu blond piękności nie ma ani odrobinki gazu. Co w takim wypadku mogła zrobić nasza mała istotka? Jeśli pomyślałeś\aś, że poszła do sąsiadów pożyczyć trochę gazu to stanowczo się mylisz. Jeżeli pomyślałeś\aś, iż zapaliła zapałkę i taka metodą ogrzała garnek to już zupełnie postradałeś myśli, ponieważ nasza blondyna jest istotą rozumną i zdarza jej się jednak od czasu do czasu myśleć. Dlatego też nasza bohaterka zadzwoniła po Pana Tatę, który natychmiast pospieszył z pomocą i dostarczył butle z gazem. Gdy ciasto było już zrobione i umieszczone w blaszce nasza piękność postanowiła pojechać do miasta by zaopatrzyć się w torbę. W tym czasie biedne ciasto było pozostawione samo sobie. Wiadomo oczywiście, że to nie jest dobre rozwiązanie, bo jak za długo leży to nie wyrośnie. Dlatego też, blondi popędziła do swojego księcia, który wraz z nią popędził na ratunek biednemu murzynkowi. Po upieczeniu ciasto było zdatne do jedzenia i jak na razie nie ma ofiar śmiertelnych. Blond piękność do teraz podziwia swoja druga połowę za odwagę, ponieważ próbował jako pierwszy i na dodatek zbytnio nie protestował tylko zjadł bez żadnego grymasu na twarzy i za to buźka dla niego.

środa, 6 września 2006

Z cyklu "cała Polska czyta Blondynce"

Blondynka w poniedziałkowy ranek postanowiła czynnie włączyć się do akcji cała Polska czyta dzieciom. Oczywiście przechrzciła nazwę na „cała Polska czyta Blondynkom”. Jak postanowiła tak też zrobiła. Wstała znowu bladym świtem i szybkim krokiem pomaszerowała do swojego komputera. Było to konieczne, ponieważ książka, którą zamierzała przeczytać właśnie tam się znajdowała. Nasza główna bohatera miała ambitny plan przeczytania powieści Paulo Coelho „11 minut”. Gdy już zasiadła przed komputerem nawet nie spostrzegła, kiedy minął jej obiad. W czasie lektury nic nie było dla niej ważne. Książka zawładnęła nią całkowicie. W czasie tego dnia nasza blondi przeżyła jakieś wewnętrzne oczyszczenie, w końcu przekonała się, co jest najważniejsze w życiu oraz to, że pewnych ważnych spraw i słów nie zostawia się na potem. Okazuje się, iż w przyszłości już może nie być okazji by doznać szczęścia, jeśli raz zamknie się przed nim drzwi. Pomimo paru ostrzejszych scen książka niesie ze sobą wielkie przesłanie „Życie ma sens tylko wtedy, gdy mamy u swego boku kogoś, kto odwzajemnia nasze uczucia” lub „. Najważniejsze spotkania odbywają się w duszy, na długo przed tym, nim spotkają się ciała” dzięki tej książce blondynka odkryła się na nowo. Już wie, czego chce w życiu i że zawsze jest pora by mówić drugiej osobie, co się czuje i myśli. Jak widać nasza mała istota po lekturze wyżej wymienionej książki odkryła w sobie druga refleksyjną naturę. Dokładnie o północy główna bohaterka przebrnęła do końca powieści, którą na pewno będzie pamiętać jeszcze długo. Nadal rozmyślając nad przeczytanym tekstem blondi chce powiedzieć swojemu księciu z bajki, że bardzo go kocha i już nie wyobraża sobie by zniknął pewnego dnia:*.

niedziela, 3 września 2006

Druga tajemnicza natura blondynki:)

Dla wszystkich nieznających jeszcze dokładnie blondynki trzeba wspomnieć, iż posiada ona także drugą naturę. Co prawda ta druga natura zajmuje mniejszą cześć duszy blondynki i znajduje się na etapie zanikania, ale jednak istnieje. Chodzi oczywiście o imprezową stronę blondynki. Naszą opowieść trzeba zacząć od momentu, kiedy to blondyna dostała zaproszenie na 18-nastkę SoNiI. Miało to miejsce pięknego sierpniowego popołudnia podczas wakacji u Reni. Do owej imprezy blondyna miała dużo czasu jednak wynikające po drodze nieporozumienia i konflikty pomalutku zniechęcały ją do czynnego udziały w owym towarzyskim wydarzeniu. Jednakże nasza blond piękność przy namowach paru osób a szczególnie jednej i tu duży buziak dla niej, zdecydowała się sprawić solenizantce prezent i przybyć oczywiście na czas jak to w przypadku blondi bywa (czyli z ponad godzinnym opóźnieniem a wynikło to z nie ustalenia planu podróży z Panem Tatą). Nasza blondyna ledwo nie przekroczywszy progu sali została wciągnięta w wir tańczących gości, którzy akurat formułowali pociąg. Nikt nawet nie chciał słyszeć z ust blondyny słowa protestu dlatego też poddała się ona tym zabiegą dobrowolnie. Po odtańczeniu ustalonej normy blondyna wraz z Renią i Agą mogły dopchać się do solenizantki i złożyć jej życzonka i podarować jej prezencik(w tym miejscu redakcja jeszcze raz składa najserdeczniejsze życzonka i ma nadzieje, iż ów ciężko zdobyty prezent dodatkowo okupiony ciężkim płaczem i lamentami, nie tylko ze strony blond piękności zdołał spełnić oczekiwania i się chociaż troszkę podoba:)). Dalej spotkanie towarzysko-kulturalne potoczyło się spokojnie bez żadnych ekscesów. Były tańce, jedzono i picie(nasza blondi wypiła aż dwa toasty za solenizantkę trzeba dodać, że było to też podyktowane tym, iż był to toast na jedną nóżkę i dla równowagi także na drugą). Oczywiście o północy miało miejsce magiczne wydarzenie czyli toast, dmuchanie świeczek wraz z pomyśleniem życzenia i jak to nasza blondyna zaobserwowała cieszące się największym aplauzem symboliczne 18-naście klapsów na tyłeczek SoNiI. I w tak przyjemnej i miłej atmosferze nasza blondynka wytrzymała do wpół do pierwsze i potem wróciła grzecznie do domku pod eskorta swojej drugiej połowy. Na zakończenie tak miłego dnia był jeszcze spacerek, który dokumentnie wymęczył nasza blondi dlatego też po pożegnaniu swojego lubego nie miała problemów z pójściem spać(co jej się ostatnio często zdarza:)).

sobota, 2 września 2006

Dzień według Blondynki - part2

Blondynka jak każdy inny normalny człowiek w godzinach popołudniowych wybiera się w stronę kuchni kuszona błogimi zapachami wysyłanymi przez Super Mamę. Obiad w domu blondyny to jedyny posiłek w trakcie, którego cała rodzinka może integrować się ze sobą i wymieniać opinie na rożne tematy. Nasza blond piękność przeważnie gardzi potrawami przygotowanymi przez Super Mamę, bo jak to bywa u blondynek ma swój wyrafinowany niepowtarzalny gust a co za tym idzie niepowtarzalny zestaw potraw. Jednak zamykając oczy i ociągając się troszkę w końcu udaje jej się przebrnąć przez koszmar obiadowego szaleństwa. Niestety jak to bywa w życiu blondynki jeden koszmar goni drugi, dlatego też po obiadku następuje kolejna chwila grozy. Dla mniej wtajemniczonych chodzi o tak przyziemną czynność, jaką jest mycie naczyń. Zawsze musi się ktoś znaleźć, kto będzie to robił. W domu blondynki ta super, pracochłonna czynność została przydzielona blond piękności. Nasza dama doszła do takiej wprawy, iż robi to szybciutko, ponieważ myślami leży już na swojej wygodnej kanapce tuląc się do Kubysia Puchatka (Kuba to maskotka, podarowana blondynie przez jej drugą połowę na imieninki). Po wykonaniu tej trudnej pracy nasza istota udaje się na swój wymarzony odpoczynek. Niestety jak to w życiu tej małej blondynki bywa jej spokój musi zostać zakłócony. Sprawczynią całego zamieszania przeważnie bywa bruneta(czyli młodsza siostra blondynki). Otóż rzeczona brunetka w chwili błogiego lenistwa blondynki przeważnie miewa bardzo nurtujące problemy wymagające natychmiastowej porady. W takich o to chwilach nasza blond w końcu czuje się doceniona, że może służyć pomocą. Niestety po rozwiązaniu problemu dalszy wypoczynek blondyny nie ma większego sensu gdyż jest ona już całkowicie rozbudzona. Na szczęście humorek poprawia jej telefon od jej ukochanego. On zawsze wie jak blond piękności poprawić nastrój. Tak wiec nasza blondi już z całkiem pokojowym nastawieniem przeżywa swoje popołudnia. Czasem jednak odwiedzi ją jej luby i wówczas ta mała istotka ma już zupełnie fajniusi i milusi nastrój.

piątek, 1 września 2006

Poranki według blondynki:)

Blondynka jak każda inna zapracowana istota wstaje bladym świtem (w jej mniemaniu bywa to około godziny 11). Najpierw otwiera swe nie do końca wyspane oczęta bliżej nieokreślonego koloru. Gdy spogląda w stronę okna by ujrzeć brzydotę kolejnego dnia nie omieszka trochę ponarzekać pod nosem bardziej chyba dla poprawienia sobie nastroju. Następnie widząc, że nic nie da się zrobić wynurza swoją nóżkę z Kubusiem tzn. stopę ubraną w skarpetkę Kubusia Puchatka. Po króciutkiej chwili zastanowienia wraca do łóżka i zwija się w kokon by nie stracić nagromadzonego nocą ciepła, ponieważ na zewnątrz lóżka panuje syberyjskie zimno. Jednakże blondynka w końcu przekonuje sama siebie, że dłuższe gnicie w wyrku nie ociepli niestety atmosfery. Po ciężkiej walce z samą sobą blond udaje się do kuchni na posiłek. Tam okazuje się, że żaden z domowników nie okazał jej ani odrobiny litości i posiłek musi przygotować sobie własnoręcznie (o zgrozo jak oni tak mogą nie dbać o swój najcenniejszy skarb, docenia tą małą istotę na pewno wtedy, gdy ona już wyfrunie im z domu:)). Po doładowaniu baterii jakże bardzo zdrową Nuttelą nasza mała blond piękność postanawia odpalić swój komputer. W międzyczasie dzwoni do niej jej luby, który chce wyrwać ją ze snu, bo dochodzi już 12. Jakże jej kochanie jest zaskoczone, gdy się okazuje, że ona już wstała. Jednak po chwili rozmowy i wymienieniu powitania okazuje się, że blondyna się jeszcze nie ubrała. Jej druga połowa dla przyspieszenia tego procesu używa szantażu, który polega na daniu blondynce 5 minut na ubranie się, stawiając warunek, że jeżeli tego nie dokona to nie będzie z nią przez tydzień rozmawiał. Więc co robi nasza mała istotka ubiera się w tempie błyskawicy i po 3 minutach jest już doprowadzona do stanu używalności nawet jest tak zdolna, iż składa łóżko. I tak o to wyglądają poranki według blondynki. Następna cześć jakże jej fascynujących dni w kolejnej notce:).