Tak zdałam ostatni egzamin w tej sesji, jeszcze tylko praktyki. Ale to już nie istotne to co było najstraszniejsze już za mną teraz tylko 3 miesiące w sumie 2 błogiego lenistwa nic nie robienia. Po prostu cudo. Właśnie jakąś godzinę temu wszystkie emocje opadły. Złe myśli nazbierane i skumulowane w mojej głowy od jakiś 3 tygodni odeszły już bezpowrotnie, ulotniły się tak samo cicho jak raczyły się jakiś czas temu zalęgnąć w moje głowie. Jeszcze sama w to nie wierze, że wygrałam w "blokototka". Dopiero jak w środę dostane wpis do indeksu to już będę miała namacalny dowód na faktyczne zamknięcie sesji letniej i rozpoczęcie 3 roku studiowania. Jej to już będzie trzeci rok, za choinkę nie wiem kiedy te 2 mi zleciały wszystko się dzieje tak szybko nim się obejrzę a będę bronić tytuł magistra. Po drodze oczywiście będzie kilka walk do stoczenia, ale to w chwili obecnej jest nieistotne na razie żyję tą błogą chwilą upojenia. I nie wierze, że można aż tak się cieszyć. Jeśli chodzi o mojego połówka to chyba już jest lepiej może po prostu ten stres związany z sesją miał swój udział w tym wszystkim ale to czas pokaże. Chyba uczymy się żyć na nowo ze sobą. Mam nadzieję, że przed nami cudowne wakacje. W każdym bądź razie w najbliższej przyszłości czyli jutro robimy wypad na miasto w końcu trzeba uczcić ten wielki sukces. A do tego jeszcze u nas w Poznania wiele atrakcji więc na pewno będzie fajowsko.
poniedziałek, 23 czerwca 2008
czwartek, 12 czerwca 2008
"Kiedy powiem sobie dość..."
Biegnę, pędzę i zatrzymać się nie mogę niby już koniec sesji ale to tylko takie fajne złudzenie optyczne, bo jeszcze dwa najcięższe egzaminy. Przeraża mnie ogrom materiału. Przytłacza mnie ta pogoda. Dobija mnie moja rodzina. A chłopak wiecznie gra mi na nerwach. Już nie wiem co o tym myśleć. Chyba nie potrafimy już ze sobą normalnie rozmawiać. Może nie to, że się kłócimy, bo tego nie ma ale jednak jest jakieś ale. Jak już zadzwoni i rozmawiamy to mnie denerwuje każde jego słowo, denerwuje mnie jego głos, jestem wtedy zawsze poddenerwowana i zirytowana. Zaczęły mnie też męczyć jego pomysły. Jestem szczęśliwa jak się nie widzimy ( może jest to źle powiedziane ale chodzi mi o to, że w ogóle mi nie przeszkadza, iż nie mamy dla siebie czasu). Widzimy się raz na tydzień jak dobrze pójdzie i to wszystko. Nie wiem może nasze drogi w którymś momencie zaczęły się rozchodzić i teraz już się zrobiła zbyt duża odległość by być szczęśliwym. Boję się myśleć co będzie z nami dalej. Na razie w ogóle o tym nie myślę, odpędzam to wszystko na bok. Mam nadzieję, że może to jakiś chwilowy kryzys wynikający z tego, że już jakiś czas jesteśmy ze sobą. W każdym bądź razie nie jest już tak jak na początku chyba brakuje tego ognia a ja nie potrawie go wzniecić. Może to wszystko odczekać samo się poprawi. Trochę szkoda mi stracić to co już mamy ale czy mam się dłużej męczyć??? Wiem, że on mnie kocha ale co do moich uczyć nie jestem pewna, nie mam zielonego pojęcia czy jak mówię mu, że "Go Kocham" czy to nie jest już jakaś automatycznie wyuczona hasło. Jejku tak dużo dylematów, niepewności, że aż sama się tego boję. Nie wiem co z nami będzie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)