niedziela, 24 grudnia 2006

Świątecznie

Tradycyjnie jak co roku

sypią się życzenia wokół,

większość życzy świąt obfitych

i prezentów znakomitych,

a ja życzę, moi mili,

byście święta te spędzili

tak jak każdy sobie marzy.

Może cicho bez hałasu

idąc na spacer gdzieś do lasu,

może w gronie swoich bliskich

jedząc karpia z jednej miski,

może gdzieś tam w ciepłym kraju

czując się jak Adam w raju,

może lepiąc gdzieś bałwana,

jeśli śniegu napada.

Życzę Wam nadziei,

własnego skrawka nieba,

zadumy nad płomieniem świecy,

filiżanki dobrej, pachnącej kawy,

piękna poezji, muzyki,

pogodnych świąt zimowych,

odpoczynku, zwolnienia oddechu,

nabrania dystansu do tego co wokół,

chwil roziskrzonych kolędą,

śmiechem i wspomnieniami.

Wesołych Świąt!

piątek, 22 grudnia 2006

Coraz bliżej święta.

Szkoda tylko, że ja ich nie czuje, ale chyba nie jestem sama w tych moich odczuciach. Co prawda dziś jest piątek i do świąt tylko jeszcze dwa dni. Ale gdzie podziała się ta moja radość i niecierpliwość z dzieciństwa. Już jakiś czas temu to wszystko pękło jak bańka mydlana i nie chce powrócić. Może jak pojawi się choinka i prezenty pod nią to jakoś to poczuje. Na razie zaczęłam się ratować piosenkami świątecznymi by, chociaż trochę nadać klimatu. No dobra skłamałam z tym, że w ogóle nie czuje świąt, bo poczułam je pierwszy raz, gdy moja rodzicielka kazała mi umyć wszystkie okna w domu a potem miałam zmienić pościel i w ogólnych bólach i lamentach wkładałam mojego Kubusia do prania. Do tego jestem straszna zołza, bo nie chce zdradzić moje połowie, co dostanie od gwiazdora. No niestety nie wygadam się nawet na blogu, chociaż wiem, że ostatnio tu, nie zagląda, ale wole chuchać na zimne, bo znając moje szczęście dziś na pewno by to czytał. Ja ma nad nim tę przewagę, że wiem, co dostane, chociaż i tak z pewnością będzie to dla mnie zaskoczenie przynajmniej postaram się to rewelacyjnie udawać, przynajmniej będzie śmiesznie. Tak poza tym moje kochanie mnie, dziś odwiedziło. Zainstalował neostradę i dzięki niemu teraz mogę sobie latać po całym domku z laptopem, bo mam już bezprzewodowa sieć. Kochanie jesteś wielki. Do tego jeszcze dostałam jeszcze piękną róże tak bez okazji i byłam miło zaskoczona, bo nie sądziłam, że z mojego mężczyzny aż taki romantyk. Ja to jednam jestem szczęściarą, że go mam. Teraz lecę już spać, bo cały dzionek sprzątałam a jutro ciąg dalszy porządków.

środa, 20 grudnia 2006

No to proszę państwa szampana czas nalać.

Udało się. Odniosłam podwójny sukces. Już nie musze się martwić o termin poprawki z geografii. Zdałam i to całkiem przyzwoicie, chociaż zawsze jest niedosyt tym bardziej ze mam świadomość, że zabrakł mi jeden punk, ale w końcu 4+ to piękna ocena. To jestem jeden egzamin do przodu jak się cieszę. Oby wszystko inne poszło tak dobrze to byłabym szczęśliwa. W domu już dostawali ze mną na głowę, bo jestem straszna panikara i oczywiście na tydzień nad moim domostwem zawisły czarne chmury, bo twardo twierdziłam, że nie zdam. Ale teraz znów nastaną dni błogości i spokoju. Względnego spokoju oczywiście do sesji. Angielski też poszedł mi dobrze dostałam, 5 dlatego też po prostu żyć nie umierać. Po tych wspaniałych nowinach wybrałam się na ostatnie zakupy przedświąteczne. Z faktu tego, iż dopisywał mi niezły humorek bardzo szybko wybrałam sobie prezencik świąteczny, z którego będę bardzo zadowolona w niedziele jak go dostane. I będę mogła mojej drugiej połowie powiedzieć, że ma niezły gust i potrafi wstrzelić się w moje upodobania hehehe. Wieczorkiem przyjechało do mnie moje kochanie i przywiozło szampana. Jakie to było dla mnie zaskoczenie, bo co prawda zażartowałam sobie rozmawiając z nim przez telefon, że teraz to możemy oblewać i proszę mówisz i masz. Dlatego też z moimi rodzicielami opiliśmy mój mały sukces. Kochanie ty to naprawdę potrafisz mnie mile zaskoczyć i za to cię kocham. Potem spędziliśmy miło wieczór i nadeszła pora spania, bo jakby na to nie patrzyć raniusio musiałam wstać i wybrać się na moją „Akademie”.

poniedziałek, 18 grudnia 2006

Po szalonym weekendzie czas na odpoczynek.

To mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że się trochę wyszalałam. Chociaż szybko to się skończyło a szkoda. W sumie odwiedziłam dwie imprezy. Na imprezie numer jeden (czyt. 18-nastka) było beznadziejnie no, ale cóż taki urok imprezy. Pełno lasek prawie roznegliżowanych, które za wszelka cena chciały chyba złapać chłopaka. Ja nie lubię tego typu dziewczyn, które wręcz wpychają się facetą w ramiona a potem będą tego żałować. Muzyka też mi nie odpowiadała, ale to nie ja ją wybierałam, w końcu taki urok klubu, w którym próbowaliśmy się bawić. Już nie będę mówić o innych atrakcjach lokalu, bo do dziś jestem tym zniesmaczona. Na szczęście potem przenieśliśmy się na imprezę numer dwa i tam już było normalnie. Normalna muzyka, normalni ludzie szkoda tylko, że lokal taki malutki był, bo jak większa ilość osób wyległa na parkiet to trochę tłoczno nam się robiło. Ale atmosfera naprawiała fakt ścisku. Wszyscy się tam świetnie bawili. W końcu poczułam bluesa i zapomniałam się w zabawie. Uwielbiam takie momenty, kiedy mogę rozładować swoje emocje i energię w tańcu. Jednak wszystko, co dobre szybko się kończy, dlatego też musieliśmy w końcu wrócić do domku by się przespać i na następny dzień wracać do prawdziwych domków. Dodam, że nie ma to jak spać na bardzo wąskim łóżku jednoosobowym we dwoje w każdym razie jest bardzo romantycznie, bo trzeba się do siebie mocno przytulić hehehe. Jednak minusy zaistniałej sytuacji dostrzegalne były dopiero rano, kiedy dopadło nas ogólne zmęczenie wynikające z niewyspania. Jednakże weekend zaliczam do udanych. Na koniec dodam, że nie ma to jak własne łóżko.

sobota, 16 grudnia 2006

Kochać jak to łatwo powiedzieć.

Niektórzy nie widzą problemu by podejść do obcej osoby i powiedzieć kocham cię. Jednak oczywiście to nie jest szczere. Ja musiałam długo myśleć, aby powiedzieć te dwa słowa, zajęło mi to jakieś pół roku. Ale w końcu się zdecydowałam, odważyła i teraz nullwcale tego nie żałuję. Było to jedna z lepszych decyzji w moim życiu. I to moje szczęście trwa już dokładnie pół roku. Niby to mało, ale dla mnie to już jest jakiś kawałek mego życia. Tym bardziej, że nigdy wcześniej nie byłam tak do końca pewna mych i uczuć i nigdy one tak nie wyglądały. Pierwsze miłostki były takie niedojrzałe opierające się tylko na zauroczeniu. A teraz wiem, że oprócz zauroczenia jest coś więcej, są te magiczne motylki w brzuchu, ta radość z ujrzenia drugiej osoby i zwykłego przytulenia się do niej czy dostania buziaka. Dzisiaj całkiem przypadkiem wypadło, że idziemy na imprezę 18-nastkową powiem, że cóż za zbieg okoliczności, bo dokładnie pół roku temu również bawiliśmy się na 18-nastce. Mam tylko nadzieje, że to nie odwróci się w drugą stronę, ale raczej nie ma ku temu powodu, dlatego też na pewno będziemy się super bawić. Kochanie wiem, że dokucza ci Pawełek, ale naprawdę to jest mało istotna osoba dla mnie, on jest tylko i wyłącznie kolegą z roku. Pamiętaj kocham tylko Ciebie

czwartek, 14 grudnia 2006

Koła, kółka kółeczka.

Dzisiaj odcinek z cyklu, dlaczego odpoczywałam od pisania. Przerwa ta wynikła całkowicie nie z mojej winy. Po prostu niektórzy wykładowcy stwierdzili, że w końcu trzeba nam zrobić jakieś testy, ale jeden to w ogóle przeszedł samego siebie i poinformował nas tydzień wcześniej, że robi nam już egzamin. Pomyślałam wtedy o zgrozo mam tylko tydzień by opanować jakieś 500 stron dwóch książek do tego jakieś eseje, które kazał zakupić i jeszcze wykłady. Stwierdziłam, że to jest nie wykonalne i na wszelki wypadek zaczęliśmy się dopytywać, kiedy jest termin poprawki. Na dodatek w ten sam dzień wypadło nam koło z angielskiego jak ma być tragicznie to zawsze tak będzie. No, ale cóż trzeba było zacisnąć zęby i wziąć się do roboty, bo czas uciekał a ja byłam cały czas w polu i to bardzo daleko. Angielski odszedł na dalszy plan i w sumie poświęciłam mu cale dziesięć minut, ale poczekamy na efekty. Po dwóch dniach czytania Otoka była na wyczerpaniu psychicznym i nerwowym twardo twierdziła, że nic nie umiem, że to jest głupie i w momentach kryzysowych dochodziło do akcji rzucania książką i innymi przedmiotami będącymi w zasięgu mojej łapki. Na szczęście nie było ofiar śmiertelnych. W tych ciężkich dniach dla mnie byłam też bardzo nieprzyjemna dla otoczenia, nie miałam dla niego czasu i za to bardzo chciałabym teraz przeprosić. Obiecuje się poprawić i nadrobić straty. Ojej byłam też pod wrażeniem cierpliwości mojej drugiej polowy, ale dzięki temu wiem, że mogę zawsze na nim polegać. I w sumie tak wyglądał ostatnio mój cały wolny czas. W sumie to go nie miałam, dlatego też nie pisałam. Mam jednak nadzieję, że wszystko będzie dobrze i że jednak poprawka nie będzie potrzebna.

wtorek, 12 grudnia 2006

Czasem słońce a czasem deszcz…

Chociaż sobie obiecałam nie robić przerwy to i tak wyszło jak zawsze inaczej. W sumie przeważnie nic nie wychodzi po mojej myśli. Trochę mi brakowało pisania, ale niestety doby nie da się wydłużyć w żaden znany mi sposób. Naprawdę starałam się, aby dokonał się jakiś cud i np. w jakiś niewyjaśniony sposób godziny elastycznie się rozciągnęły i trawy nie 60 a co najmniej 80 minut. Ale jak widać stanowczo mi się to nie udało. A dużo się działo ostatnio. W telegraficznym skrócie powiem, że było spotkanie integracyjne u koleżanki Hanki, gdzie bawiłyśmy się w kucharki a następnie nasze wyczyny kulinarne oceniała kapituła posiadająca najlepsze kubki smakowe w całym Poznaniu i województwie Wielkopolskim. Oczywiście chodzi o naszych, szanowynych kolegów. Dodam, że nie dostrzegli oni faktu, iż takiej jednej Natalii (czytaj mi) zapomniało się posolić ciasta na pizzę, ale oczywiście nadrobiłam mój błąd rzucając spora ilość na wierzch. Oczywiście samo spotkanie kulinarne poprzedziły szybkie zakupy (najlepsze było bieganie po wielkim sklepie i szukanie malutkich drożdży, ale i to się udało dwóm blondynkom). Najlepszy bym moment samego pieczenia, gdy zaczęły nam wyskakiwać korki i nagle w połowie mieszkania zapanowała totalna ciemność. No niestety nie było, co liczyć na naszych chłopców, którzy zaproponowali, aby pójść do sąsiadów. Na szczęście w końcu obudzili w sobie naturę majsterkowicza i ładnie naprawili wyskakujące korki ( dodam, że musieli to robić kilka razy) i pizza zdołała się upiec. Nie mogło być jednak tak całkiem pięknie, bo koledze Krzyśkowi nie pasowało to, iż pizza była za mało wypieczona, dlatego też znalazła się ona znowu w piekarniku. Wówczas korki przeszły same siebie i wyskoczyły z 5 razy w ciągu 10 minut. Jednak wszystko super wyszło i po posileniu się i napojeniu oddaliśmy się miłej konwersacji. Jest to jedno z nielicznych miłych wydarzeń w ostatnich tygodniach a o tych mniej miłych napisze jutro, bo jak już się zrobiło tak przyjemnie to nie mam ochoty psuć sobie nastroju.