Udało się. Odniosłam podwójny sukces. Już nie musze się martwić o termin poprawki z geografii. Zdałam i to całkiem przyzwoicie, chociaż zawsze jest niedosyt tym bardziej ze mam świadomość, że zabrakł mi jeden punk, ale w końcu 4+ to piękna ocena. To jestem jeden egzamin do przodu jak się cieszę. Oby wszystko inne poszło tak dobrze to byłabym szczęśliwa. W domu już dostawali ze mną na głowę, bo jestem straszna panikara i oczywiście na tydzień nad moim domostwem zawisły czarne chmury, bo twardo twierdziłam, że nie zdam. Ale teraz znów nastaną dni błogości i spokoju. Względnego spokoju oczywiście do sesji. Angielski też poszedł mi dobrze dostałam, 5 dlatego też po prostu żyć nie umierać. Po tych wspaniałych nowinach wybrałam się na ostatnie zakupy przedświąteczne. Z faktu tego, iż dopisywał mi niezły humorek bardzo szybko wybrałam sobie prezencik świąteczny, z którego będę bardzo zadowolona w niedziele jak go dostane. I będę mogła mojej drugiej połowie powiedzieć, że ma niezły gust i potrafi wstrzelić się w moje upodobania hehehe. Wieczorkiem przyjechało do mnie moje kochanie i przywiozło szampana. Jakie to było dla mnie zaskoczenie, bo co prawda zażartowałam sobie rozmawiając z nim przez telefon, że teraz to możemy oblewać i proszę mówisz i masz. Dlatego też z moimi rodzicielami opiliśmy mój mały sukces. Kochanie ty to naprawdę potrafisz mnie mile zaskoczyć i za to cię kocham. Potem spędziliśmy miło wieczór i nadeszła pora spania, bo jakby na to nie patrzyć raniusio musiałam wstać i wybrać się na moją „Akademie”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz