To mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że się trochę wyszalałam. Chociaż szybko to się skończyło a szkoda. W sumie odwiedziłam dwie imprezy. Na imprezie numer jeden (czyt. 18-nastka) było beznadziejnie no, ale cóż taki urok imprezy. Pełno lasek prawie roznegliżowanych, które za wszelka cena chciały chyba złapać chłopaka. Ja nie lubię tego typu dziewczyn, które wręcz wpychają się facetą w ramiona a potem będą tego żałować. Muzyka też mi nie odpowiadała, ale to nie ja ją wybierałam, w końcu taki urok klubu, w którym próbowaliśmy się bawić. Już nie będę mówić o innych atrakcjach lokalu, bo do dziś jestem tym zniesmaczona. Na szczęście potem przenieśliśmy się na imprezę numer dwa i tam już było normalnie. Normalna muzyka, normalni ludzie szkoda tylko, że lokal taki malutki był, bo jak większa ilość osób wyległa na parkiet to trochę tłoczno nam się robiło. Ale atmosfera naprawiała fakt ścisku. Wszyscy się tam świetnie bawili. W końcu poczułam bluesa i zapomniałam się w zabawie. Uwielbiam takie momenty, kiedy mogę rozładować swoje emocje i energię w tańcu. Jednak wszystko, co dobre szybko się kończy, dlatego też musieliśmy w końcu wrócić do domku by się przespać i na następny dzień wracać do prawdziwych domków. Dodam, że nie ma to jak spać na bardzo wąskim łóżku jednoosobowym we dwoje w każdym razie jest bardzo romantycznie, bo trzeba się do siebie mocno przytulić hehehe. Jednak minusy zaistniałej sytuacji dostrzegalne były dopiero rano, kiedy dopadło nas ogólne zmęczenie wynikające z niewyspania. Jednakże weekend zaliczam do udanych. Na koniec dodam, że nie ma to jak własne łóżko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz