środa, 26 listopada 2008

Hasło dnia...tra la la...

Miejsce akcji: sala wykładowa przy Kutrzeby.
Czas akcji: wykład z Malendowskim ze Stosunków Międzynarodowych.
Dialogi: brak.
Wykonywane czynności: gra w państwa miasta (aby nie zasnąć).
Osoby biorące udział: Kasia, Jarek Krzysiek i Ja.
Wylosowana litera: Ł.
Hasło: zawód.
Hasło produkcji Jarka: ŁAMACZ KODÓW.
Pozostali uczestniczy: polegli na ławkach ze śmiechu i skurczu kiszek:)

sobota, 22 listopada 2008

Zarobiona po pachy...

No niestety tak jak w tytule jestem zapracowana. Brak czasu na cokolwiek.
Pisze, pisze, pisze i jeszcze raz pisze prace zaliczeniowe.
A mówią, że życie studenta łatwe i przyjemne
nauka tylko przed sesją itd. i itp.
A ja tonę w książkach, które i tak są w ograniczonej wersji, bo oczywiście tych najbardziej potrzebnych brak na stanie bibliotek.
I bądź tu mądry i napisz pracę i przypisy opierają się na książkach których brak.
A tu czeka metodologia badań politologiczny, Polonia i Polacy,
o Patologi społecznej już nie wspomnę, bo to
zostawiam na potem.
A to jeszcze dziś sprzątnie bo sobota w końcu a przez cały tydzień brud się zbierał.
jakby tego było mało moja gorliwość spowodowało umycie okna.
na dokładne wymyłam jeszcze samochód, bo przez szyby to już świata
nie widział a to chyba jest niebezpieczne.
Ale czy kto się tym przejmuje??
Więc siedzę i myślę, myślę i siedzę i płodzę prace o
"Metodach badań empirycznych" . Toż to jakaś katastrofa.
W końcu student potrafi i jaki wytrzymały jest oraz odporny.
Wracam do pracy. kolejny odzew jak się wygrzebie spod ton notatek oraz wykładów,
które czekają aż je przepisze z dyktafonu . Dodam tylko, że to jakaś masakra.
I do tego jeszcze spadł śnieg, oczywiście w momencie,
kiedy wytarłam ostatnią szybę wrr wrr wrr grr.
No tak ładnie składnie mi dziś wyszło:)

czwartek, 20 listopada 2008

Ludzie są...

"Ludzie są po to, żeby żyć i tańczyć
Ludzie są po to, żeby mogli walczyć
Ludzie są i nie będą nigdy lepsi
Ludzie są..."

No właśnie jacy tak naprawdę jesteśmy? Tego nie wie nikt.
Ludź to taki człek trudny do scharakteryzowania.
Ja na co dzień walczę z ludzką bezmyślnością i niestety wiecznie ponoszę sromotną klęskę.
Czy tak musi być?
W autobusie, na ulicy, w sklepie, na uczelnie i gdzie tylko można się dostać.
Czy naprawdę człowiek człowiekowi wilkiem?
Zero uprzejmości, życzliwości o tolerancji wolę w ogóle nie wspominać.
Jednak nie mogę zapominać, że są na tym świecie ludzie anioły.
Oni wysłuchają, zrozumieją, pocieszą albo z Tobą pomilczą.
Ale głupoty pozostałych nie zdzierżę chociażby w autobusie.
Gdzie pierdyknięty do granic możliwości pan kierowca nie włączy ogrzewania chociaż jest zimno i ludzie się trzęsą jak osiki na wietrze,
a nie do końca rozwinięte małolaty dodatkowo otwierają okna, to przecież
jakaś paranoja.
Oczywiście trafia się na lepszych kierowców, którzy nie zabiorą ludzi z przystanku,
bo nie wskoczyłeś pod autobus, żeby zakomunikować, że akurat miało
się ochotę nim pojechać.
Czasem brak sił. Do tego mam dość polityków chociaż wedle mojego kierunków studiów powinnam się nimi pilnie "zajmować".
Oj ciężkie jest życie gdy dodatkowo za oknem taka pogoda, że deprecha sama
przychodzi, chociaż że jej się wcale nie zapraszało.
Chyba wyjadę w jakieś tropiki, bo tam podobno przyjaźnie nastawieni ludzie żyją.
Na razie jednak pocieszę się czekoladą z migdałami mniam.