środa, 25 lutego 2009

Skrót telegram

Wróciłam. STOP
Odpoczywam. STOP
Było fajnie. STOP
Relacja jak już wrócę do siebie. STOP
To idę spać. STOP

piątek, 20 lutego 2009

Były sobie ferie...

Wszystko co dobre szybko się niestety kończy i już od tygodnia wróciłam do rzeczywistości. Znowu trzeba przestawić się w tryb studiowania. Ale za to ferie były wspaniałe. Cztery dni błogiego lenistwa popijanego winkiem i podjadanego wszystkim co nie dobre i zakazane. Tego było mi potrzeba, po tym intensywnym miesiącu nauki i wytężania umysłu do granic możliwości. Jednak za to efekty wyszły oszałamiające i jestem dumną posiadaczką samych 5 w indeksie. Oczywiście karta egzaminacyjna na pamiątkę skserowana.
W nowym semstrze czuję się, jakbym studiowała zaocznie, bo trzy dni zajęć z czego dwa kończe o 11.15 i wychodzi na to, że więcej czasu zajmuje mi dojazd do szkoły niż sam pobyt na wykładach.
Potem głupio o 11 iść na stary rynek na piwko po zajęciach.
Za to może jakieś łyżwy na Malcie.
Co do walentynek to oczywiście była "romantyczna" kolacja w Mc'Donaldzie i wyznania zakupoholiczki. Musze skończyć opychanie się fast foodami, bo w końcu przestane mieścić się w jakiekolwiek spodnie:). Jednka jest to trudne do wykonania, gdyż tradycją stał się wyskok po zajęciach do KFC w starym browarze na b'smarta i to dzień w dzień. Więc bioderka dostają w tyłek. No ale tradycja to tradycja.
Na uczelni chwilowy spokój i mam nadzieję, że pozostanie tak aż do maja.
Ze stworem cud, miód i orzeszki, więc po prostu żyć nie umierać.
A tak już na marginesie to marzy mi się wypad do tropikalnej wyspy pod Berlinem i to tak natychmiast, bo potrzebuje ciepła i dużo słońca;)

sobota, 7 lutego 2009

Nic konstruktywnego

Tyle sobie obiecywałam, zapierałam się i postanawiałam. I co rzeczywistość znowu mnie przerosła i wszystkie założenia spaliły na panewce. No cóż takie życie, już pogodziłam się z moim postępującym lenistwem.
Miałam przepisywać wykłady a one nadal czekają i chyba tak do mają dociągną w nieruszonym stanie i obudzę się znów na ostatnią chwilę.
Miałam zacząć czytać grubą cegłę ze stosunków międzynarodowych + leksykon z tychże stosunków ( szkoda, że nie międzyludzkich, bo może łatwiej byłoby się za nie zabrać).
A tak co dziś zrobiłam tylko i wyłącznie wyprawiłam rodziców do rodziny na imprezę, posprzątałam, podgrzałam obiad czyt. wsadziłam pizze do piekarnika i leniłam się nie dokonując nic konstruktywnego poza 4 godzinnym oglądaniem TVN Style. No i teraz żałuję, bo tylko napatrzyłam się na kolejne patologię. Żyć nie umierać i jutro też nic nie zrobię, bo jadę na obiad do "teściowej" hahaha no skacze z radości. I kto tu ma ciężko w życiu.
Idę spać albo nie znowu pogniję przed telewizorem przed telewizorem i będę biadolić na moje lenistwo.

piątek, 6 lutego 2009

Po sesji....:)

Oj tak już po sesji. Udało się jestem na czysto i mam teraz tydzień wolnego. W poniedziałek tylko podskoczę po ostatni wpis i oddam ostatnią książkę do biblioteki i mam labę do maja (mam nadzieję). Teraz czeka nas już tylko opijanie, ale to już w przyszłym tygodniu jedziemy do kumpeli na dwa dni, bo rodziców wygoniła do Zakopanego, więc będziemy mogli szaleć. Oczywiście wybiera się stała paczka, nie ma to jak zgrane grono znajomych. Po prostu żyć nie umierać.
Jednak z drugiem strony to lenistwo już mi wychodzi bokiem i cały czas się zastanawiam, co by tu za zajęcie sobie wyszukać.
Stwór się śmieje, że może powinnam się pouczyć. No dowcip mu się chyba wyostrzył.
To idę sprzątać, bo wieczorem się zapowiedział mój potwór:)


Dopisane:
Oj nadal siedzę i czekam, czekam, czekam. Chyba zacznę coś czytać, bo zwariuje od tego siedzenia. Na dwór nie, bo zimno i mglisto, jechać mi się też nigdzie nie chce. Będę marudzić ale chcę już wiosnę taką ciepła i słoneczną ze świeżą zielenią wokół. A tak przez okno mogę tylko oglądać smutny obraz parku, który wcale nie nastraja pozytywnie grr.