niedziela, 22 października 2006

A dziś tak na wesoło:)

Z powodu tego, że mam bardzo dobry humorek to dziś będzie typowo na wesoło. Mam nadzieje, że wam też to się spodoba .:)

Nie wiem dokładnie dlaczego, ale ostatnio jest to mój ulubiony obrazek.

sobota, 21 października 2006

O życiu studenckim i nie tylko:)

Znowu trochę zaniedbałam blogowy świat. Jednak trzeba mi to wybaczyć, ponieważ nie zawsze mam czas i ochotę na pisanie. Ostatnio trochę się wydarzyło w życiu blondynki. Zaczęła ambitnie uczęszczać na wykłady, ćwiczenia i lektoraty. Wymaga to od niej dużo samozaparcia, gdyż to strasznie nadweręża jej samopoczucie psychiczne oraz kondycje fizyczną. Jeszcze chyba, by nie było dnia żeby nie powróciła do domku bardzo zmęczona. Wówczas najchętniej zjada szybko obiadek i wkula się do swojego łóżeczka, by zregenerować siły. I w sumie każdy dzień przez ostatnie trzy tygodnie wygląda podobnie. Na swojej uczelni blondyna już poznała ludzi z roku zawiązała nawet pierwsze przyjaźnie, z czego jest bardzo zadowolona i dumna, bo przynajmniej nie tuła się samotnie po korytarzach oraz nie czuję się jak wyrzutek społeczeństwa skazany na samotność. Oczywiście na jej roku są ludzie, którzy skazali się na samotność albo mają trudności z nawiązywaniem nowych kontaktów, ale blondyna ma nadzieje, że wszystko się zmieni po otrzęsinach, które mają się odbyć jakoś na początku listopada (tylko nie we wszystkich świętych). Po zajęciach bywają miłe chwile np. wspólnego wypadu do kina w ramach wzajemnej integracji z grupą oraz włóczenie się po zakątkach poznania i zaspakajanie swoich wyszukanych kulinarnych gustów jak to miało ostatnio miejsce w fajnej knajpce na spaghetti . Niestety życie studenckie nie składa się tylko z samych przyjemnych chwil (wtajemniczeni znają ten ból), dokładnie to chodzi o zaciętą walkę o książki z biblioteki, wspomaganie się najróżniejszymi znajomościami by upolować wymarzony wolumin albo walka o kserówki testów na myśl polityczną lub notoryczne usypianie na wykładach z filozofii i historii powszechnej (tutaj podziękowania dla Marysi za ciągłe trzymanie ręki na pulsie i cucenie blondyny). Chyba będzie trzeba się zacząć wspomagać kawą lub jakimś innym napojem z dużą ilością kofeiny. Oczywiście zdarzały się różne akcje z blondyną w roli głównej jak np. pomylenie autobusów do domu i przymusowy wyskok na najbliższym przystanku by zdążyć na ten właściwy, pomylenie grupy z angielskiego i prawie zostanie zapisanym do tych najambitniejszych i wiele podobnych śmiesznych sytuacji (jednak one są dla blondyny śmieszne dopiero po czasie). Teraz trochę inny temat, bo trzeba wspomnieć, iż 16-stego minął kolejny miesiąc, kiedy to blondyna połączyła się ze swoim księciem. Jej, ale on jest jednak wytrzymały. I byle tak dalej, bo jest wspaniale. Ten związek dodaje głównej bohaterce sił do pokonywania wszelkich trudności i do tego, aby codziennie rano wstać i stawić czoła kolejnemu dniu. Chociaż ostatnio rzadziej się widują i słyszą, to i tak nic się nie zmieniło w ich relacjach może jedynie to, iż blondi zaczęła doceniać to, co ma oraz to, że za żadne skarby nie chce tego stracić. Kocham cię tak serio, serio (wiesz, o co chodzi):).

poniedziałek, 2 października 2006

O tym jak blondynka została studentką:)

Ojjjjj chyba dawno tu nie gościłam. Wynikło to nie tyle z braku czasu, ale weny i ochoty do pisania. Na jakiś czas musiałam zaprzestać blogowania, by nabrać do pewnych rzeczy dystansu. Jednak w końcu się przemogłam i postanowiłam opublikować kolejny odcinek z życia blondyny. Możliwe, że niektórzy już pomyśleli, iż porzuciła ona swoich czytelników, ale to nie prawda. Wydarzyło się u niej sporo ciekawych lub mniej ciekawych rzeczy jednak wszystkiego nie da się zmieści w jednej notce, dlatego też blondi postanowiła stopniowo opisywać swoje losy. Może zacznę od tych najnowszych newsów. Jak wszystkim wiadomo blondi jest już pełnoprawną studentką a dokonało się to w piątek na ogólnie rzecz biorąc spotkaniu organizacyjnym u niej na uczelni, gdzie złożyła uroczyste ślubowanie, otrzymała indeks i legitymacje. Oczywiście nie obyło się bez niespodzianek, bo wówczas tą uroczystość blondyna uznałaby za nudną. Pierwsza gafą było lekkie spóźnienie, które wynikło ze złego obliczenia czasu dojazdu autobusu do uczelni. O zgrozo, co to było potem za wejście smoka. Główna bohaterka wystraszyła chyba nawet samego dziekana pomijając fakt, że wpadła na niego w drzwiach wejściowych do auli a trzeba dodać, iż zrobiła to z wielkim impetem, co groziło upadkiem wyżej wymienionego osobnika. Na szczęście aż tak niebezpiecznie się to nie skończyło. Jednakże blondi na pewno już się zapisała w pamięci obecnych na sali wykładowców (potem doszły do redakcji słuchy, że profesorowie jednogłośnie ustalili, iż będą wchodzić do sali tylko w przypadku, gdy blond studentka zajmie już miejsce siedzące). Kolejną wpadką w jej wykonaniu (oczywiście nie chodzi o wpadkę kończącą się zostaniem etatową mamą) było złe wypisanie tekstu ślubowania, które musiała oddać, gdy odebrała indeks, ale miła pani odbierająca ten śmieszny papierek spojrzawszy na nią stwierdziła, że chyba nie ma sensu zwracać jej uwagi, więc dała sobie spokój. Gdy blondi odebrała już wszystkie ważne dokumenty usiadła spokojnie na tyłeczku i czekała na dalszy rozwój wypadków. Następnie przez sale przewinął się jeszcze tłum studentów w tym chłopak w czerwonych włosach, który bezapelacyjnie utkwił jej w pamięci. Po tym wszystkim główna bohaterka doszła do wniosku, że na sali przewagę liczebna mają chłopcy (wówczas zatarła ręce i się troszkę ucieszyła, bo w końcu będzie odwrotnie jak miała w liceum gdzie na 26 dziewczyn przypadało tylko 6 osobników płci męskiej). Potem wydarzył się mały incydent, bo jednej dziewczynie umieścili w indeksie nie jej zdjęcie, ale w sumie łatwo można pomylić blondynkę z brunetka tym bardziej, że na legitymacji było już dobre zdjęcie. To by było chyba dosyć opowieści na dzisiaj, ale ciąg dalszy nastąpi w niedługiej przyszłości. Trzeba w końcu opisać wypad blondyny do zoo (a troszkę też się tam działo).