Ojjjjj chyba dawno tu nie gościłam. Wynikło to nie tyle z braku czasu, ale weny i ochoty do pisania. Na jakiś czas musiałam zaprzestać blogowania, by nabrać do pewnych rzeczy dystansu. Jednak w końcu się przemogłam i postanowiłam opublikować kolejny odcinek z życia blondyny. Możliwe, że niektórzy już pomyśleli, iż porzuciła ona swoich czytelników, ale to nie prawda. Wydarzyło się u niej sporo ciekawych lub mniej ciekawych rzeczy jednak wszystkiego nie da się zmieści w jednej notce, dlatego też blondi postanowiła stopniowo opisywać swoje losy. Może zacznę od tych najnowszych newsów. Jak wszystkim wiadomo blondi jest już pełnoprawną studentką a dokonało się to w piątek na ogólnie rzecz biorąc spotkaniu organizacyjnym u niej na uczelni, gdzie złożyła uroczyste ślubowanie, otrzymała indeks i legitymacje. Oczywiście nie obyło się bez niespodzianek, bo wówczas tą uroczystość blondyna uznałaby za nudną. Pierwsza gafą było lekkie spóźnienie, które wynikło ze złego obliczenia czasu dojazdu autobusu do uczelni. O zgrozo, co to było potem za wejście smoka. Główna bohaterka wystraszyła chyba nawet samego dziekana pomijając fakt, że wpadła na niego w drzwiach wejściowych do auli a trzeba dodać, iż zrobiła to z wielkim impetem, co groziło upadkiem wyżej wymienionego osobnika. Na szczęście aż tak niebezpiecznie się to nie skończyło. Jednakże blondi na pewno już się zapisała w pamięci obecnych na sali wykładowców (potem doszły do redakcji słuchy, że profesorowie jednogłośnie ustalili, iż będą wchodzić do sali tylko w przypadku, gdy blond studentka zajmie już miejsce siedzące). Kolejną wpadką w jej wykonaniu (oczywiście nie chodzi o wpadkę kończącą się zostaniem etatową mamą) było złe wypisanie tekstu ślubowania, które musiała oddać, gdy odebrała indeks, ale miła pani odbierająca ten śmieszny papierek spojrzawszy na nią stwierdziła, że chyba nie ma sensu zwracać jej uwagi, więc dała sobie spokój. Gdy blondi odebrała już wszystkie ważne dokumenty usiadła spokojnie na tyłeczku i czekała na dalszy rozwój wypadków. Następnie przez sale przewinął się jeszcze tłum studentów w tym chłopak w czerwonych włosach, który bezapelacyjnie utkwił jej w pamięci. Po tym wszystkim główna bohaterka doszła do wniosku, że na sali przewagę liczebna mają chłopcy (wówczas zatarła ręce i się troszkę ucieszyła, bo w końcu będzie odwrotnie jak miała w liceum gdzie na 26 dziewczyn przypadało tylko 6 osobników płci męskiej). Potem wydarzył się mały incydent, bo jednej dziewczynie umieścili w indeksie nie jej zdjęcie, ale w sumie łatwo można pomylić blondynkę z brunetka tym bardziej, że na legitymacji było już dobre zdjęcie. To by było chyba dosyć opowieści na dzisiaj, ale ciąg dalszy nastąpi w niedługiej przyszłości. Trzeba w końcu opisać wypad blondyny do zoo (a troszkę też się tam działo).