No i d..... jasna wyszła. Jak ktoś ma pecha to całkowitego. Jednak mnie nie chcieli na tym stażu. Dlaczego przecież miła i zrównoważona na rozmowie byłam. A że pierwszy raz składałam papiery to co to ich obchodzi, w końcu liczy się czas starania czy umiejętności??? W takim razie zostaje plan awaryjny i w czerwcu składam papiery na drugi kierunek dziennie (tylko teraz trzymać kciuki mocniej, w kóncu gdzieś musi mi się poszczęścić).
Czas zabunkrować się wśród notatek. Właśnie zaczęłam je kompletować i biurka nie widać. Przeraża mnie sam ogrom materiału i te stosy. A teraz najważniejsze by to sprawnie opanować. Normalnie aż strach się bać. A za półtora tygodnia pierwsze dwa egzaminy. Dlatego mam dwie opcje usiąść i zacząć ryczeć nad swym losem albo spiąć pośladki i czytać, czytać, czytać do upadłego. W sumie nie wiem co lepsze. Poza tym w końcu zgadłam zagadkę u Foksal jako pierwsza jupi:) Mogę być z siebie dumna. Z tego powodu zasłużyłam na herbatkę jabłkowo-cynamonową:) Co do moje pozostałej sfery egzystencji to mam duże rozterki sercowo-uczuciowe i nie wiem czy 3 lata to już po prostu nie czyste przywiązanie. Nic pozostaje mi jeszcze nad tym trochę podumać, bo zepsuć coś jest łatwo a gorzej potem to odbudować. A moje new rolki leża i czekają na lepsze czasy...