poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Było miło ale się skończyło...

Niestety moje wakacje właśnie dobiegły końca:(
Jutro już witaj praco. Co prawda mam przewidziane tylko spotkanie organizacyjne ale rano trzeba wstać.
A od środa praca pełną parą tylko jeszcze nie wiem jak ma to wszystko wyglądać.
Na razie jakoś nie widzę możliwości pogodzenia tego z moim studiowanie ale nadal mam nadzieję, że będzie można się dogadać.
W takim razie ja się odmeldowuje do następnego razu.
PS. Trema i nerwy mnie zżerają
To tak na poprawę humorku:)

piątek, 7 sierpnia 2009

Tim tim tim.

Siedzę i słucham mojej playlisty i tak rozpamiętuje dzisiejsze spotkanie z moimi stworkami "Katriną" i mym "mężem przyszywanym". No tak ta grzesznica Natalia poza chłopakiem ma "męża", żeby było śmieszniej:) Oczywiście Stwór nie ma zielonego pojęcia o takowym towarzyskim nazewnictwie, bo chyba by mnie poćwiartował. A co ja za to mogę, że tak już się zwyczajowo przyjęło ale dzięki temu mam kogoś komu mogę co 5 minut grozić rozwodem beż żadnej konsekwencji w podziale majątku.
A co do majątku to ostatnio ze stworem zaczęliśmy posiadać wspólnotę majątkową w postaci plecaka. W końcu od czegoś trzeba zacząć. Z tym, że plecak należy do Niego i został mi pożyczony na czas pobytu w górach. I tak już mu się u mnie zostało.
Wracając do spotkania to upał był niemiłosierny, mi skóra schodziła z ramienia i opchałam się naleśnikami a na dokładkę mieliśmy prywatne przestawienie kabaretu dwuosobowego, który zbierał na wycieczkę do "Pakistanu" (normalnie boki zrywałam na parkowej ławce).
Poza tym ostatnio zauważyłam jakiś szał na Duncana. Niestety mi nie jest dane z nim się odchudzać, gdyż po rozwiązaniu testu uzyskałam odpowiedź : Twoja aktualna waga jest bardzo spójna.
Tylko ciekawe dla kogo jak ja widzę po rzeczach, że już tylko w 2 pary jeansów się wciskam. Dlatego olewam Duncana i zaczynam trenować moją silną wolę, bo do treningu fizycznego jeszcze nie dojrzałam:)A na koniec moja ranna piosenka:)
PS. zapomniałam się pochwalić: mam pięknego nowego anioła z Krakowa:)

niedziela, 26 lipca 2009

Tylko jedno słowo


TATERKI:)

środa, 22 lipca 2009

Ku pamięci

Wypada coś napisać, bo mi w końcu zamkną ten interes.
Z wielkich nowości to 14 sierpnia szykuję się ślub mili państwo i to taki wyjątkowy.
Jeśli ktoś pomyślał, że mój to powiem ZONK.
Ta daaaam buduję napięcie.
Otóż moi rodzice po 25 latach wspólnego życia postanowili zalegalizować swój związek, co prawda będzie to tylko ślub cywilny, bo oboje są rozwodnikami.
Ale fajnie być świadkiem na ślubie własnych rodziców i zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma taką okazję.
Tak poza tym już 27 lipca jadę w moje Taterki na tydzień co mnie bardzo cieszy.
Dużo planów jest z tym związanych, jednak najskrytszego marzenia nie spełnię, by dokończyć zdobywanie orlej perci, ponieważ część jest jest trasy jest jeszcze w śniegu i między innymi łańcuchy są oblodzone i nie jest to bezpieczna trasa dla nie doświadczonych taterników (czyt. mnie).
Potem może jeszcze jakiś wypad do Łeby na 4 dni dni, co by sobie po wydmach poskakać i się zrobi po wakacjach:)
Ps. do foksal w końcu ruszyłam dupę w troki i wczoraj trochę popedałowałam a dzisiaj tyłek mnie boli i pogoda się zepsuła i nie mogę kontynuować:( oby tylko mój zapał się nie ulotnił.

wtorek, 23 czerwca 2009

Takie sraliz mazgaliz...

Siedzę i nic mi się nie chcę i to w dosłownym znaczeniu. Po prostu te wakacje mnie wykończą choć trwają zaledwie od środy...
A miałam tyle planów np. jazda na rolkach ( ale jest za zimno i dupska z domu ruszyć się nie chce), potem był pomysł z rowerem (ale tak samej po tych polnych wertepach to mi się również samej nie chce). No to siedzę i gniję i czekam na to lato co to dupska przywlecz nie może. Za to jutro jadę opijać sesję, będę się włóczyć po pubach z chłopakami i dziewczyną:) Ale wcześniej czeka mnie szoping, w końcu jakaś nagroda musi być.
Za to w weekend zapowiada się ciekawe zajęcie czyt. granie trupa w czasie zawodów medycznych, ale takiego trupa do odratowania. Jednak nie wiem czy mam ochotę a kumpela tak prosi, bo to jej tata organizuję. I co ja mam biedna począć chyba mi jednak przyjdzie grać tego truposza:)
Za to ta piosenka ostatnio za mną chodzi...


środa, 17 czerwca 2009

No i ...

Witaj 4 roku :)
Jeszcze nie ochłonęłam, nadal w szoku.

niedziela, 14 czerwca 2009

Koniec świata

Jutro jest moje prawdziwe jedyne ostateczne starcie i moje być albo nie być:(
Najcięższy egzamin w tym roku, jeśli w ogóle nie w ciągu całej edukacji. Mogę tylko powiedzieć:
" wiem, że nic nie wiem"
Jutro punkt 8 rano proszę trzymać ogromne kciuki (zaciskać z całych sił).
Odmeldowuje się, (i idę palnąć sobie w łeb) :(

piątek, 29 maja 2009

JUPI

Dostałam się i od września witaj USC.
To wracam do Myśli Politycznej Polski:(
W końcu w środę egzamin a ja na razie siedzie i się lenie:)



poniedziałek, 25 maja 2009

Po ptakach

No i d..... jasna wyszła. Jak ktoś ma pecha to całkowitego. Jednak mnie nie chcieli na tym stażu. Dlaczego przecież miła i zrównoważona na rozmowie byłam. A że pierwszy raz składałam papiery to co to ich obchodzi, w końcu liczy się czas starania czy umiejętności??? W takim razie zostaje plan awaryjny i w czerwcu składam papiery na drugi kierunek dziennie (tylko teraz trzymać kciuki mocniej, w kóncu gdzieś musi mi się poszczęścić).

czwartek, 21 maja 2009

Sądny dzięń będzie

Jutro rozstrzygnie się moje być albo nie być. Trzymajcie więc za mnie kciuki. A o co chodzi to na razie nie powiem, żeby nie zapeszyć:)

sobota, 16 maja 2009

Długa noc

A dzisiaj Anioły i Demony a potem Noc Muzeów...


piątek, 15 maja 2009

Panika...

Czas zabunkrować się wśród notatek. Właśnie zaczęłam je kompletować i biurka nie widać. Przeraża mnie sam ogrom materiału i te stosy. A teraz najważniejsze by to sprawnie opanować. Normalnie aż strach się bać. A za półtora tygodnia pierwsze dwa egzaminy. Dlatego mam dwie opcje usiąść i zacząć ryczeć nad swym losem albo spiąć pośladki i czytać, czytać, czytać do upadłego. W sumie nie wiem co lepsze.
Poza tym w końcu zgadłam zagadkę u Foksal jako pierwsza jupi:) Mogę być z siebie dumna. Z tego powodu zasłużyłam na herbatkę jabłkowo-cynamonową:)

Co do moje pozostałej sfery egzystencji to mam duże rozterki sercowo-uczuciowe i nie wiem czy 3 lata to już po prostu nie czyste przywiązanie. Nic pozostaje mi jeszcze nad tym trochę podumać, bo zepsuć coś jest łatwo a gorzej potem to odbudować.

A moje new rolki leża i czekają na lepsze czasy...



sobota, 9 maja 2009

Bla bla bla

Zaniedbałam się, przyznaje się bez bicia i nie ma dla mnie żadnego ale...
Dlatego urządzam teraz nad sobą samosąd:)

poniedziałek, 16 marca 2009

Chorobowo

Chyba się zdenerwuje, nie dość, że piszę tego posta w strasznych mękach to jeszcze raczył mi się skasować. Psssss złośliwość rzeczy martwych. A ja umieram dosłownie. Na szczęście kataru brak, gorączki też ale za to kaszelek taki, że aż mnie już płuca bolą. Do tego jutro zajęcia na których mam zaliczenie więc jeśli do jutra uda mi się nie wykaszleć płuc to niestety muszę się tam pojawić:(.
Tak poza tym nie potrafię się zorganizować i cierpię na wieczny brak czasu, chyba znowu musi przyjść sesja, bo wtedy mój tyłek potrafi się spiąć i jakoś to idzie. A teraz to wszystko takie rozwlekłe. Do tego mam więcej wolnego niż chodzenia do szkoły więc lenie się na potęgę. Z tego powodu takie głupoty nie raz mi do głowy przychodzą.
Ps. od środy będę posiadaczką pięknych nowych okularków, już nie mogę się doczekać, bo w starych nic nie widzę:) A to chyba raczej nie jest bezpieczne szczególnie w czasie jazdy samochodem. To idę dogorywać w łóżku.

sobota, 7 marca 2009

Noc

Poszłam uprawiać pływanie synchroniczne w wannie:)

niedziela, 1 marca 2009

Leniwiec

Zbierałam się długo ale w końcu zacisnęłam tyłek i i przysiadłam by coś napisać. Oj a dużo się działo w tym tygodniu.
We wtorek podwójna impreza urodzinowa Kasi i Jareckiego na której to piliśmy wino przez sitko. A wszystko to wina wadliwego korka. Wcinaliśmy paluszki kabanosy, które były naprawdę pycha. Jednym słowem "Carlo Rossi -> wino, kobiety i śpiew", no może ten śpiew sobie darowaliśmy.
Środa istne piekło na ziemi, bo pójście spać o 3.30 i wstawać o 6.30, żeby potem posiedzieć na zajęciach od 8.00 d0 16.30 to to jest istne szaleństwa. Jednakże jest to wykonane tylko jakie to poświecenie.
Za to nadrobiłam sobie te katusze w czwartek na kabarecie Neo-nówka, i powiem wam, że na żywo są jeszcze lepsi niż w Tv czy na YouTubie. Uśmiałam się za wszystkie czasy, popłakałam kilka razy ale ze śmiechu.
Natomiast w piątek odespałam cały tydzień, i leniłam się do granic możliwości. A wszystko po to by w sobotę pojechać ze stworem po buty i wrócić bez nich ale za to z dwoma Happy Meal-ami. Istne szaleństwo. Dobrze, że dzisiaj nas dzieci odwiedzają będzie komu dać zabawki:) To uciekam na obiad a potem czekamy na gości.

środa, 25 lutego 2009

Skrót telegram

Wróciłam. STOP
Odpoczywam. STOP
Było fajnie. STOP
Relacja jak już wrócę do siebie. STOP
To idę spać. STOP

piątek, 20 lutego 2009

Były sobie ferie...

Wszystko co dobre szybko się niestety kończy i już od tygodnia wróciłam do rzeczywistości. Znowu trzeba przestawić się w tryb studiowania. Ale za to ferie były wspaniałe. Cztery dni błogiego lenistwa popijanego winkiem i podjadanego wszystkim co nie dobre i zakazane. Tego było mi potrzeba, po tym intensywnym miesiącu nauki i wytężania umysłu do granic możliwości. Jednak za to efekty wyszły oszałamiające i jestem dumną posiadaczką samych 5 w indeksie. Oczywiście karta egzaminacyjna na pamiątkę skserowana.
W nowym semstrze czuję się, jakbym studiowała zaocznie, bo trzy dni zajęć z czego dwa kończe o 11.15 i wychodzi na to, że więcej czasu zajmuje mi dojazd do szkoły niż sam pobyt na wykładach.
Potem głupio o 11 iść na stary rynek na piwko po zajęciach.
Za to może jakieś łyżwy na Malcie.
Co do walentynek to oczywiście była "romantyczna" kolacja w Mc'Donaldzie i wyznania zakupoholiczki. Musze skończyć opychanie się fast foodami, bo w końcu przestane mieścić się w jakiekolwiek spodnie:). Jednka jest to trudne do wykonania, gdyż tradycją stał się wyskok po zajęciach do KFC w starym browarze na b'smarta i to dzień w dzień. Więc bioderka dostają w tyłek. No ale tradycja to tradycja.
Na uczelni chwilowy spokój i mam nadzieję, że pozostanie tak aż do maja.
Ze stworem cud, miód i orzeszki, więc po prostu żyć nie umierać.
A tak już na marginesie to marzy mi się wypad do tropikalnej wyspy pod Berlinem i to tak natychmiast, bo potrzebuje ciepła i dużo słońca;)

sobota, 7 lutego 2009

Nic konstruktywnego

Tyle sobie obiecywałam, zapierałam się i postanawiałam. I co rzeczywistość znowu mnie przerosła i wszystkie założenia spaliły na panewce. No cóż takie życie, już pogodziłam się z moim postępującym lenistwem.
Miałam przepisywać wykłady a one nadal czekają i chyba tak do mają dociągną w nieruszonym stanie i obudzę się znów na ostatnią chwilę.
Miałam zacząć czytać grubą cegłę ze stosunków międzynarodowych + leksykon z tychże stosunków ( szkoda, że nie międzyludzkich, bo może łatwiej byłoby się za nie zabrać).
A tak co dziś zrobiłam tylko i wyłącznie wyprawiłam rodziców do rodziny na imprezę, posprzątałam, podgrzałam obiad czyt. wsadziłam pizze do piekarnika i leniłam się nie dokonując nic konstruktywnego poza 4 godzinnym oglądaniem TVN Style. No i teraz żałuję, bo tylko napatrzyłam się na kolejne patologię. Żyć nie umierać i jutro też nic nie zrobię, bo jadę na obiad do "teściowej" hahaha no skacze z radości. I kto tu ma ciężko w życiu.
Idę spać albo nie znowu pogniję przed telewizorem przed telewizorem i będę biadolić na moje lenistwo.

piątek, 6 lutego 2009

Po sesji....:)

Oj tak już po sesji. Udało się jestem na czysto i mam teraz tydzień wolnego. W poniedziałek tylko podskoczę po ostatni wpis i oddam ostatnią książkę do biblioteki i mam labę do maja (mam nadzieję). Teraz czeka nas już tylko opijanie, ale to już w przyszłym tygodniu jedziemy do kumpeli na dwa dni, bo rodziców wygoniła do Zakopanego, więc będziemy mogli szaleć. Oczywiście wybiera się stała paczka, nie ma to jak zgrane grono znajomych. Po prostu żyć nie umierać.
Jednak z drugiem strony to lenistwo już mi wychodzi bokiem i cały czas się zastanawiam, co by tu za zajęcie sobie wyszukać.
Stwór się śmieje, że może powinnam się pouczyć. No dowcip mu się chyba wyostrzył.
To idę sprzątać, bo wieczorem się zapowiedział mój potwór:)


Dopisane:
Oj nadal siedzę i czekam, czekam, czekam. Chyba zacznę coś czytać, bo zwariuje od tego siedzenia. Na dwór nie, bo zimno i mglisto, jechać mi się też nigdzie nie chce. Będę marudzić ale chcę już wiosnę taką ciepła i słoneczną ze świeżą zielenią wokół. A tak przez okno mogę tylko oglądać smutny obraz parku, który wcale nie nastraja pozytywnie grr.

niedziela, 18 stycznia 2009

Zachciało mi się studiowania...

To teraz mam!
Teoria organizacji i zarządzania wychodzi mi bokiem.
Nie wspomnę już o
Reengineeringu, Benchmarkingu, Outsourcingu, Offshoringu,
Lean Production i innych takich kwiatkach.
Dlatego odmeldowuje się i bunkruje do końca sesji.
Nie Przypominając sobie chwilowo o Marketingu.
Czy ktoś uwierzy, że ja studiuje politologię.
Ja niestety już w to wątpię po tych pięknych przedmiotach.
Tylko przedmiot z"Bognanu Koszelu" czyli Prawo wspólnotowe i Integracja europejska jest normalny. Ot co.
To idę do miłego:)

Update 22.01.2009r.

Podstawy organizacji i zarządzania do przodu, patologie społeczne też,
nie wspomnę już o metodologii badań politologicznych oraz Polski i Polonii.
No to został jeszcze egzamin z:
1) Prawa wspólnotowego i integracji Europejskiej
2) Podstaw marketingu
Trzymajcie mocno kciuki by też były do przodu.