środa, 31 grudnia 2008

Koniec a zarazem początek...

Wiem, wiem obijam się ale uczelnia pochłania, święta pochłaniają,
normalnie wszytko pochłania czas.
Nawet nie wiem kiedy nadszedł koniec roku.
Dlatego poszastało mi tylko złożyć życzenia.
A że jestem wielkim leniwcem nie będę się silić na jakieś piękne,
górnolotne sformułowania tylko wstawię gotowca:)

Marzeń o które warto walczyć.
Radości, którymi warto się dzielić,
przyjaciół z którymi warto być
i nadziei bez której nie da się żyć.
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2009
oby nie był gorszy od minionego
ale decydowanie lepszy!

środa, 26 listopada 2008

Hasło dnia...tra la la...

Miejsce akcji: sala wykładowa przy Kutrzeby.
Czas akcji: wykład z Malendowskim ze Stosunków Międzynarodowych.
Dialogi: brak.
Wykonywane czynności: gra w państwa miasta (aby nie zasnąć).
Osoby biorące udział: Kasia, Jarek Krzysiek i Ja.
Wylosowana litera: Ł.
Hasło: zawód.
Hasło produkcji Jarka: ŁAMACZ KODÓW.
Pozostali uczestniczy: polegli na ławkach ze śmiechu i skurczu kiszek:)

sobota, 22 listopada 2008

Zarobiona po pachy...

No niestety tak jak w tytule jestem zapracowana. Brak czasu na cokolwiek.
Pisze, pisze, pisze i jeszcze raz pisze prace zaliczeniowe.
A mówią, że życie studenta łatwe i przyjemne
nauka tylko przed sesją itd. i itp.
A ja tonę w książkach, które i tak są w ograniczonej wersji, bo oczywiście tych najbardziej potrzebnych brak na stanie bibliotek.
I bądź tu mądry i napisz pracę i przypisy opierają się na książkach których brak.
A tu czeka metodologia badań politologiczny, Polonia i Polacy,
o Patologi społecznej już nie wspomnę, bo to
zostawiam na potem.
A to jeszcze dziś sprzątnie bo sobota w końcu a przez cały tydzień brud się zbierał.
jakby tego było mało moja gorliwość spowodowało umycie okna.
na dokładne wymyłam jeszcze samochód, bo przez szyby to już świata
nie widział a to chyba jest niebezpieczne.
Ale czy kto się tym przejmuje??
Więc siedzę i myślę, myślę i siedzę i płodzę prace o
"Metodach badań empirycznych" . Toż to jakaś katastrofa.
W końcu student potrafi i jaki wytrzymały jest oraz odporny.
Wracam do pracy. kolejny odzew jak się wygrzebie spod ton notatek oraz wykładów,
które czekają aż je przepisze z dyktafonu . Dodam tylko, że to jakaś masakra.
I do tego jeszcze spadł śnieg, oczywiście w momencie,
kiedy wytarłam ostatnią szybę wrr wrr wrr grr.
No tak ładnie składnie mi dziś wyszło:)

czwartek, 20 listopada 2008

Ludzie są...

"Ludzie są po to, żeby żyć i tańczyć
Ludzie są po to, żeby mogli walczyć
Ludzie są i nie będą nigdy lepsi
Ludzie są..."

No właśnie jacy tak naprawdę jesteśmy? Tego nie wie nikt.
Ludź to taki człek trudny do scharakteryzowania.
Ja na co dzień walczę z ludzką bezmyślnością i niestety wiecznie ponoszę sromotną klęskę.
Czy tak musi być?
W autobusie, na ulicy, w sklepie, na uczelnie i gdzie tylko można się dostać.
Czy naprawdę człowiek człowiekowi wilkiem?
Zero uprzejmości, życzliwości o tolerancji wolę w ogóle nie wspominać.
Jednak nie mogę zapominać, że są na tym świecie ludzie anioły.
Oni wysłuchają, zrozumieją, pocieszą albo z Tobą pomilczą.
Ale głupoty pozostałych nie zdzierżę chociażby w autobusie.
Gdzie pierdyknięty do granic możliwości pan kierowca nie włączy ogrzewania chociaż jest zimno i ludzie się trzęsą jak osiki na wietrze,
a nie do końca rozwinięte małolaty dodatkowo otwierają okna, to przecież
jakaś paranoja.
Oczywiście trafia się na lepszych kierowców, którzy nie zabiorą ludzi z przystanku,
bo nie wskoczyłeś pod autobus, żeby zakomunikować, że akurat miało
się ochotę nim pojechać.
Czasem brak sił. Do tego mam dość polityków chociaż wedle mojego kierunków studiów powinnam się nimi pilnie "zajmować".
Oj ciężkie jest życie gdy dodatkowo za oknem taka pogoda, że deprecha sama
przychodzi, chociaż że jej się wcale nie zapraszało.
Chyba wyjadę w jakieś tropiki, bo tam podobno przyjaźnie nastawieni ludzie żyją.
Na razie jednak pocieszę się czekoladą z migdałami mniam.

sobota, 27 września 2008

Życie cudem jest...

Jak cudownie jest być razem,
Jak cudownie jest wiedzieć, że można na kimś polegać.
Jak cudownie jest się w tulić w czyjeś ramiona na gdy za oknem ziąb.
Jak cudownie jest żyć dla kogoś.
Wtedy świat wydaje się inny, łatwiejszy, nie taki straszny.
Wiem, w dzisiejszym świecie pogoni za wszystkim może to się wydawać banałem nad banałami.
Jednak ja ten banał kocham i mi z tym dobrze.
I nie ważne, że ty możesz się z tym nie zgadzać, i próbować mi wmawiać ,
że samemu też jest fajnie.
Ja już wiem jak wspaniale jest i nie zamienię się:)

piątek, 26 września 2008

Życie na wakacjach...

Nie chce mi się nic, zupełnie nic.
Siedzę i tempo patrze w monitor jakbym czekała na jakiś cud. Szkoda tylko, że aż za dobrze wiem że takowy cud się nie stanie.
Ale jeszcze parę dni i wracam na uczelnie do wspaniałych ludzi, do super klimatu.
M siedzi w pracy i jak to bywa nie ma nawet chwilki,
ale to nic ktoś w końcu musi pracować :)
Chyba się wezmę i posprzątam tylko czy to ma sens przez to jutro będę się nudzić
od rana, bo w końcu ile można leniuchować w łóżku.
Nie sądziłam, że kiedyś powiem iż mam już dość wakacji ale taka prawda.
Na szczęście wyszło słonko i jest cieplutko,
oczywiście porównując temperaturę do tej co była przez ostatnie dni.
Tylko co z tego jak nie mam z kim pójść na spacer.
Przez okno widzę nasz wielki park, która kusi by go odwiedzić,
ale samej to jakoś tak brak weny, zwierząt do wyprowadzenia też brak więc na razie tylko popatrze przez okno.

wtorek, 12 sierpnia 2008

Tralala tytuł mam Ja...

Sporo się działo nawet nie wiem, od czego zacząć. Na pewno od tego, iż zaliczyłam drugi rok pokonałam prof. Bloka i jestem dumną studentką 3 roku. Ale to był stres nigdy chyba nie zapomnę tego egzaminu i strachu, który mi wówczas towarzyszył. Jednak to już wszystko za mną. Kolejnym przełomowym i ważnym momentem były moje praktyki zawodowe vel studenckie. Naprawdę miałam ogromne szczęście, że trafiłam tam gdzie trafiłam i że mogłam pracować z tak wspaniałymi ludźmi, przez co niestety te 3 tygodnie minęły w oka mgnieniu i powiem, że trochę za tym tęsknie. Nie przeszkadzało mi to, że musiałam wstać o 6 aby dojechać tam na 7 jednak atmosfera wszystko mi wynagrodziła. Nie było żadnego parzenia kawy na 100 sposobów robienia tylko i wyłącznie ksera czy wypisywania kopert tak jak mnie, co niektórzy straszyli. Zajmowałam się naprawdę tym, czym miałam i dzięki temu sporo się nauczyła i wykonywałam wszystkie czynności z wielką przyjemnością. Na pożegnanie już zaklepałam sobie miejsce na praktykę za 2 latka. Na koniec przyniosłam jeszcze pyszne ciasto więc sobie z babkami zrobiłyśmy mała wyżerkę. Potem były moje imieninki i wyjazd na zapracowane wakacje niestety tylko z rodzicami, bo mój stwór nie ma urlopu, bo został sam w pracy. Może odbijemy to sobie jakoś we wrześniu. Tak poza tym czas leci tak jakoś szybko, co prawda mam jeszcze 1,5 miesiąca wakacji, ale tak nie dawno było 3 miesiące. U nas wszystko w jak najlepszym porządku, co prawda mam czasami dość mojego potwora, ale to tylko czasowe moje fanaberie z powodu braku humoru. Trzeba przyznać, że pogoda za oknem nie zachęca do uśmiechu na twarzy. To tak na szybko w skrócie.

piątek, 8 sierpnia 2008

Już, już tylko wena musi przyjść...

Napiszę coś już niedługo, bo dużo się wydarzyło. My nadal w sobie zakochani, ja już studentka 3 roku. Więc już za momencik wrócę z nową energią z naładowanymi akumulatorkami po wypadzie w góry.

poniedziałek, 23 czerwca 2008

"Gdy emocje już opadną..." Jednak niepokonani(a)...

Tak zdałam ostatni egzamin w tej sesji, jeszcze tylko praktyki. Ale to już nie istotne to co było najstraszniejsze już za mną teraz tylko 3 miesiące w sumie 2 błogiego lenistwa nic nie robienia. Po prostu cudo. Właśnie jakąś godzinę temu wszystkie emocje opadły. Złe myśli nazbierane i skumulowane w mojej głowy od jakiś 3 tygodni odeszły już bezpowrotnie, ulotniły się tak samo cicho jak raczyły się jakiś czas temu zalęgnąć w moje głowie. Jeszcze sama w to nie wierze, że wygrałam w "blokototka". Dopiero jak w środę dostane wpis do indeksu to już będę miała namacalny dowód na faktyczne zamknięcie sesji letniej i rozpoczęcie 3 roku studiowania. Jej to już będzie trzeci rok, za choinkę nie wiem kiedy te 2 mi zleciały wszystko się dzieje tak szybko nim się obejrzę a będę bronić tytuł magistra. Po drodze oczywiście będzie kilka walk do stoczenia, ale to w chwili obecnej jest nieistotne na razie żyję tą błogą chwilą upojenia. I nie wierze, że można aż tak się cieszyć. Jeśli chodzi o mojego połówka to chyba już jest lepiej może po prostu ten stres związany z sesją miał swój udział w tym wszystkim ale to czas pokaże. Chyba uczymy się żyć na nowo ze sobą. Mam nadzieję, że przed nami cudowne wakacje. W każdym bądź razie w najbliższej przyszłości czyli jutro robimy wypad na miasto w końcu trzeba uczcić ten wielki sukces. A do tego jeszcze u nas w Poznania wiele atrakcji więc na pewno będzie fajowsko.

czwartek, 12 czerwca 2008

"Kiedy powiem sobie dość..."

Biegnę, pędzę i zatrzymać się nie mogę niby już koniec sesji ale to tylko takie fajne złudzenie optyczne, bo jeszcze dwa najcięższe egzaminy. Przeraża mnie ogrom materiału. Przytłacza mnie ta pogoda. Dobija mnie moja rodzina. A chłopak wiecznie gra mi na nerwach. Już nie wiem co o tym myśleć. Chyba nie potrafimy już ze sobą normalnie rozmawiać. Może nie to, że się kłócimy, bo tego nie ma ale jednak jest jakieś ale. Jak już zadzwoni i rozmawiamy to mnie denerwuje każde jego słowo, denerwuje mnie jego głos, jestem wtedy zawsze poddenerwowana i zirytowana. Zaczęły mnie też męczyć jego pomysły. Jestem szczęśliwa jak się nie widzimy ( może jest to źle powiedziane ale chodzi mi o to, że w ogóle mi nie przeszkadza, iż nie mamy dla siebie czasu). Widzimy się raz na tydzień jak dobrze pójdzie i to wszystko. Nie wiem może nasze drogi w którymś momencie zaczęły się rozchodzić i teraz już się zrobiła zbyt duża odległość by być szczęśliwym. Boję się myśleć co będzie z nami dalej. Na razie w ogóle o tym nie myślę, odpędzam to wszystko na bok. Mam nadzieję, że może to jakiś chwilowy kryzys wynikający z tego, że już jakiś czas jesteśmy ze sobą. W każdym bądź razie nie jest już tak jak na początku chyba brakuje tego ognia a ja nie potrawie go wzniecić. Może to wszystko odczekać samo się poprawi. Trochę szkoda mi stracić to co już mamy ale czy mam się dłużej męczyć??? Wiem, że on mnie kocha ale co do moich uczyć nie jestem pewna, nie mam zielonego pojęcia czy jak mówię mu, że "Go Kocham" czy to nie jest już jakaś automatycznie wyuczona hasło. Jejku tak dużo dylematów, niepewności, że aż sama się tego boję. Nie wiem co z nami będzie...

piątek, 4 kwietnia 2008

...

Dziękuję Ci
za to, że Cię mam.
Za te wszystkie chwile szczęścia,
które razem z Tobą los mi dał.
Dziękuje Ci
za to, że Cię mam.
Za cały świat przykryty ramionami,
gdy tańczymy, a za oknem prawie świt.
Jak dziś ...

Co noc, kiedy już obok mnie zasypiasz,
co noc mocno w Ciebie wtulam się
i nie potrafię ukryć łez

Dziękuję Ci

sobota, 8 marca 2008

Zła...Smutna...

Jestem strasznie zła, zła do granic jakie mogą istnieć dobrze, że skończyłam z nim rozmawiać, bo mogłam powiedzieć o kilka słów za dużo. Jednak i tak nadal uważam, że sobie na to zasłużył i w chwili obecnej jestem w stanie chyba zakończyć ten związek. Idę spać by to przemyśleć, musze bo inaczej zwariuje i za chwile do niego zadzwonie i możliwe, że popełnie największy bład w moim życiu. Na chwile obecną niech spada na swojego Marsa skąd przybył. A dziś dzień kobiet i miało być tak pięknie a nie będzie, niestety. Brak sił, brak słów jednym słowem najgorszy dzień jaki miałam ostatnio. Tak poza ty moje drogie Panie wszytkiego najlepszego z okazji DNIA KOBITEK:)

PS. Przepraszam za składnie jednak złość robi swoje...

"Tak samo samotna jak Ja"

piątek, 7 marca 2008

Zmiany, zmiany, zmiany...

Oj potrzebne mi były zmiany. Już nie mogłam patrzyć na strary szablon. Wymyśliłam sobie nawet, że to on przyciąga do nas taką brzydką pogodę, która stanowczo mi się nie podoba. Dlatego teraz trochę już wiosennie, bo w końcu za 2 tygodnie zawita do nas pani wiosna i mam nadzieję, że nie będzie się obijać. I zima w końcu pójdzię sobie precz. Wy moi drodzy jak oceniacie zmiany, bo ja uważam, że tak optymistycznie się zrobiło i od razu humorek u mnie zagościł.

sobota, 23 lutego 2008

Uwaga mam PMS...

Czy na kilka dni przed miesiączką czujesz się słaba, przemęczona, brzydka, opuchnięta i obolała, wszystko Cię irytuje albo doprowadza do płaczu i nie możesz się skupić na pracy? Nie jesteś sama, takie objawy odczuwa ponad połowa kobiet w drugiej fazie cyklu miesiączkowego.

W przeszłości to zjawisko określano jako fanaberie bądź humory kobiet (chyba sporo ludzi do dziś zresztą tak sądzi), nie doszukując się przyczyn fizjologicznych. Obecnie natomiast zespół napięcia przedmiesiączkowego jest uznawany za jednostkę chorobową i wymieniany w podręcznikach ginekologii. To, czy objawy wymagają leczenia, czy też mieszczą się w normie gorszego samopoczucia, zależy praktycznie wyłącznie od ich natężenia – jeśli napięcie to uniemożliwia kobiecie normalne funkcjonowanie, z pewnością wymaga kuracji. Ważne jest też, jak długo trwają nieprzyjemne objawy – jeśli kilka dni i ustępują wraz z początkiem miesiączki, leczenie z reguły nie jest konieczne. Natomiast jeśli dolegliwości utrzymują się przez prawie połowę cyklu (nawet 10-12 dni), trudno poradzić sobie bez pomocy lekarza.

Przyczyny, dla których niektóre kobiety cierpią na tę dolegliwość, nie są do końca znane. Prawdopodobnie dużą rolę odgrywa w tym wypadku zachwianie równowagi hormonalnej przed miesiączką – wzrost poziomu estrogenów, a spadek progesteronu. Nie wiadomo dlaczego ten normalny fizjologiczny proces jednym kobietom przysparza cierpień, a na inne zupełnie nie wpływa. Prawdopodobnie zależy to od skłonności dziedzicznych.

Jakie objawy może mieć zespół napięcia przedmiesiączkowego? Bardzo rozmaite i wyróżniono ich ponad 100! Najczęstsze z nich to:
  • obrzęk podbrzusza, kostek i dłoni (podniesiony poziom estrogenu wywołuje zatrzymanie wody w organizmie),
  • przyrost wagi ciała o 1 do 4 kilogramów (czasowy, ustępujący średnio po trzech dniach miesiączki),
  • bolesność piersi (wskutek zwiększonego wydzielania prolaktyny),
  • bóle mięśni i głowy,
  • bezsenność,
  • odczucie zmęczenia,
  • huśtawka nastrojów – skłonności do gniewu lub depresji,
  • spadek samooceny,
  • wzmożony apetyt (zwłaszcza na słodycze),
  • pogorszenie kondycji skóry,
  • nasilenie objawów alergii.

    Czy jesteśmy na to wszystko skazane? Niekoniecznie – z nieprzyjemnymi dolegliwościami, jeśli naprawdę utrudniają życie, możemy walczyć same lub w razie potrzeby z pomocą leków przepisanych przez lekarza. Wskazane jest przede wszystkim:
  • unikanie alkoholu i innych używek, bo ich tolerancja znacznie w tych dniach spada,
  • ograniczenie spożycia soli – zatrzymuje wodę w organizmie,
  • dieta bogata w magnez, którego niedobory wzmagają objawy napięcie przedmiesiączkowe i ból w trakcie menstruacji,
  • unikanie dużego wysiłku fizycznego,
  • odłożenie ważnych spotkań, decyzji na inny, lepszy moment, jeśli to możliwe – ogólne zwolnienie tempa życia.

    Jeżeli to nie wystarcza, mogą pomóc dostępne bez recepty leki przeciwbólowe i rozkurczowe. Nieprzyjemne dolegliwości napięcia przedmiesiączkowego łagodzi też większość hormonalnych pigułek antykoncepcyjnych. W rzadkich przypadkach lekarze przepisują leki moczopędne, by zmniejszyć obrzęki ciała. Zdarza się to jednak wyłącznie w przypadkach dużego przyrostu wagi i nasilonego obrzęku, ponieważ leki te mają dużo efektów ubocznych. Niektórym kobietom pomaga też medycyna niekonwencjonalna: akupunktura i akupresura.

    Wydaje się, że najważniejsze w tych dniach są zrozumienie i tolerancja ze strony najbliższych oraz akceptacja tego zjawiska przez samą kobietę i jednocześnie jej staranie, by panować nad emocjami.
  • środa, 20 lutego 2008

    Wypluta...

    Padam i chyba już nie powstane. Nie mam sił i nie zanosi się na to aby szybko one do mnie powróciły. Profesor Blok chyba sobie założył, że nas wykończy i niestety udało mu się to. Kto widział, żeby na ćwiczeniach zadawać referaty, które spokojnie mogą być pracą licencjacką a może nawet magisterską. Po prostu brak słów. Nie wiem jak przetrwam ten semestr, bo obawiam się, że profesor Blok i Stelmach mnie wykończą do spółki z dr Piontek. No żyć nie umierać. Idę spać bo zasypiam już w każdej pozycji a w końcu jutro kolejne starcie. Wena też się ulotniła tak sama z siebie a poza tym co tu pisać jak dziś było fascynująco choć wcale tak nie jest???

    "Może też się tak odrodzę jak przyroda na wiosnę"

    wtorek, 19 lutego 2008

    Niezdrowa sytuacja…

    Nie wiem, co się dzieję, ale jest to coś złego. Zdaję sobie sprawę, że teraz każdy o tym pisze i może to już niektórym wydawać się nudne. Jednak mnie to przeszkadza i może im więcej osób o tym będzie pisać i mówić tym szybciej onet coś z tym zrobi, bo na pewno tak być dalej nie może. Tak jak już Eluska wspomniała u siebie problem jest tylko na onecie, bo nigdzie indziej nikt aż w taki sposób nie skarży się na trolli i kradzież zdjęć czy kradzież całych blogów albo notek. Nasz portal niestety nie ma tak solidnych zabezpieczeń jak można by sądzić, zdjęcia można spokojnie kopiować nawet przy zablokowaniu kopiowania, spamować można bez problemu. Wykorzystują to niestety dzieci neo i inne małolaty, które siedzą cały dzień w internecie, bo nikt się nimi nie zajmuje gdyż rodzice cały czas zajmują się pracą a potem wynagradzają swoim dziecią brak zainteresowania rzeczami materialnymi. Dla mnie to największą głupota. Według mnie niestety problem tkwi niestety głębiej i trolle na pewno nie znikną. Jednak warto zaapelować do rodziców, którzy w pościgu szczurów gdzieś się zagubili a cierpią na tym dzieci i na samym końcu i tak one są najbardziej winne. Chce tutaj nikogo bronić, bo nie o to chodzi, ale chyba wszystkim potrzebna jest jakaś terapia wstrząsowa, bo inaczej dojdzie do jakiś absurdalnych sytuacji, chociaż nie wyobrażam sobie, że może być gorzej niż jakaś 12-latka, która pisze, że jest w ciąży itp. Bzdety i na koniec na blogu umieszcza zdjęcia jakiegoś noworodka skradzione z innych stron po prostu jest to jakaś paranoja. Nawet nie chce już wymyślać, co takiej „dziewczynce” siedzi w głowie i jak wpadła na taki pomysł. Niestety szczytem był przykład Marty mamy Oliwiera, która jest kochającą matką chcącą wszystkiego, co najlepsze dla swojego, maluszka ( wiem, bo też czytałam jej bloga i widziałam ile miłości w niego wkładała) a tu nagle taki cios, że jakaś dziewucha kradnie zdjęcia i robi to, co zrobiła ( aż brak słów). Tej zadry z serca już nikt nie usunie a odbudowanie zaufania do ludzi będzie na pewno długim i trudnym procesem, ale wierze, że miłość synka jej to wynagrodzi. Dlatego onetowska brać zastanówmy się czy warto uciekać a może trzeba by było zacząć z głupotą ludzką walczyć, bo końcu nie możemy się wiecznie czuć się zaszczuci i uciekać na koniec świata, bo mamy takie samo prawo do blogowania jak inni. I przykro mi, że tyle wartościowych ludzi już odeszło albo zmieniło adres.


    sobota, 16 lutego 2008

    No to zachciało mi się spaceru…

    Ja po prostu jestem jakaś nienormalna. No, kto widział, żeby człowiek o zdrowych zmysłach przeszedł całe miasto za sosem do pizzy, którego i tak nie kupił, bo go nie było. No oczywiście mogłam to być tylko Ja. A to wszystko, dlatego, że zachciało mi się spaceru. Jednak wyobrażenia moje i mojej drugiej połowy na temat spaceru są z lekka inne. Mi głupiej zamarzył się spacer po lesie, który oczywiście był pod bokiem, ale nie mój chłopak zaproponował, iż na spacer można przecież pojechać samochodem. No pomyślałam, że niedługo to w ogóle do domu będzie tym samochodem wjeżdżam. Co za leniwa bestia. Gdy w końcu ustaliliśmy, że idziemy o własnych siłach a nie przy pomocy koni mechanicznych patrzę a ta bestia ciągnie mnie w stronę miasta. Myślę sobie no halo chyba obraliśmy nie ten kierunek, bo gdzie moja romantyczna wyprawa po lesie przy pięknie świecącym słonku no, ale się nie odzywam, bo jestem ciekawa, co wymyśli. Po 15 minutach wędrówki tracę czucie w stopach dodam, że ziąb był niesamowity a Ja oczywiście lecę w letnich adidasach, bo w końcu słońce świeciło. Po następnych 15 minutach tracę czucie w palcach u rąk a przecież byłąm zaopatrzona ciepłe rękawiczki na łapki. Nie wspomnę, iż uszy to mi opadły już po pierwszych 5 minutach „cudnego spaceru”. W końcu nie wytrzymałam i pytam się mojej brzydszej połówki gdzie maszerujemy a on na to, że do sklepu „miejsce na nazwę” po sos. No myślę sobie „zgłupiał, odbiło mu do reszty”. Ale kochanie ten sklep jest po drugiej stronie miasta jednak na mój krzyk rozpaczy usłyszałam, „ że jak chciałaś spaceru to go będziesz miała”. Po ponad godzinie udało nam się doczłapać oczywiście sosu nie było a my musieliśmy przecież jeszcze wrócić. Po powrocie przez godzinę dochodziłam do siebie, ale mam nauczkę, że na spacer z chłopakiem już nie idę, bo inaczej zejdę śmiertelnie.

    piątek, 15 lutego 2008

    Próba generalna

    Czy to jeszcze jest jakieś święto czy jedna wielka reklama???

    Niestety po wczorajszym dniu nachodzą mnie różne myśli niestety przeważają te negatywne. Niby święto jak najbardziej radosne, romantyczne a Ja jakoś tego zupełnie nie odczuwałam. Faktycznie były piękne kwiaty słowa kocham czekoladki no i co z tego. Ja od moje połówki słyszę słowo kocham średnio 10 razy dziennie, jeśli nie więcej nie zależnie czy są Walentynki czy zwyczajny szary dzień, czy jestem miła i kochana czy chodząca złośnica i zołza. A ten dzień to istne szaleństwo nagle wszyscy się kochają, chociaż przez pozostałe dni roku zachowują się jak pies z kotem. Wnioskuje, że wtedy wyznanie miłości jest jakieś zakłamane, bo jak inaczej można nazwać sytuacje, gdy słyszy się piękne wyznania miłosne a za 24 godzinny nastają już wieczne ciche dni. Jednak wczoraj był już istny szał, jakiego nigdy nie widziałam np. chcieliśmy iść do kina, ale kto da wiarę, że już o 10 rano w Poznaniu nie było ani jednego wolnego miejsca dodam, iż sytuacja powtórzyła się w 4 dużych kinach może to nagły wybuch uczyć wśród poznaniaków, ale żeby nawet bajki animowane o 13 były wykupione??? Drugi nietypowy fakt był taki, że jeśli już nie film to chcieliśmy iść na pizzę oczywiście ku naszemu zdziwieniu wszystko pozajmowane brak wolnych miejsc do nieokreślonej godziny no to nie zostało nam nic innego jak kupienie pizzy na wynos i romantyczne jej spożycie przy oglądaniu poraz setny „Nigdy w życiu”, bo oczywiście w TV nikt nie pomyśli by puścić inne filmy dla zakochanych. I jak ja po takich przeżyciach mogę nazwać Walentynki jakiś wyjątkowym dniem skoro spędziłam go praktycznie jak inne dni, bo wszędzie odsyłali mnie z kwitkiem. No, chociaż na osłodę życia dostałam piękny wiosenny bukiet z żółtymi tulipanami, różami i innymi bajerami, bo w końcu ciągle narzekam mojemu mężczyźnie, że brak mi słońca no to się chłop dla mnie postarał. No to się wyżaliłam, bo wczoraj byłam nieźle zagotowana. Ale do kina i tak pójdziemy i te „27 sukienek” i tak obejrzę i nikt mnie nie powstrzyma.

    "mój bukiecik"-teraz mam swoją prywatna wiosnę