Biegnę, pędzę i zatrzymać się nie mogę niby już koniec sesji ale to tylko takie fajne złudzenie optyczne, bo jeszcze dwa najcięższe egzaminy. Przeraża mnie ogrom materiału. Przytłacza mnie ta pogoda. Dobija mnie moja rodzina. A chłopak wiecznie gra mi na nerwach. Już nie wiem co o tym myśleć. Chyba nie potrafimy już ze sobą normalnie rozmawiać. Może nie to, że się kłócimy, bo tego nie ma ale jednak jest jakieś ale. Jak już zadzwoni i rozmawiamy to mnie denerwuje każde jego słowo, denerwuje mnie jego głos, jestem wtedy zawsze poddenerwowana i zirytowana. Zaczęły mnie też męczyć jego pomysły. Jestem szczęśliwa jak się nie widzimy ( może jest to źle powiedziane ale chodzi mi o to, że w ogóle mi nie przeszkadza, iż nie mamy dla siebie czasu). Widzimy się raz na tydzień jak dobrze pójdzie i to wszystko. Nie wiem może nasze drogi w którymś momencie zaczęły się rozchodzić i teraz już się zrobiła zbyt duża odległość by być szczęśliwym. Boję się myśleć co będzie z nami dalej. Na razie w ogóle o tym nie myślę, odpędzam to wszystko na bok. Mam nadzieję, że może to jakiś chwilowy kryzys wynikający z tego, że już jakiś czas jesteśmy ze sobą. W każdym bądź razie nie jest już tak jak na początku chyba brakuje tego ognia a ja nie potrawie go wzniecić. Może to wszystko odczekać samo się poprawi. Trochę szkoda mi stracić to co już mamy ale czy mam się dłużej męczyć??? Wiem, że on mnie kocha ale co do moich uczyć nie jestem pewna, nie mam zielonego pojęcia czy jak mówię mu, że "Go Kocham" czy to nie jest już jakaś automatycznie wyuczona hasło. Jejku tak dużo dylematów, niepewności, że aż sama się tego boję. Nie wiem co z nami będzie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz