sobota, 23 lutego 2008

Uwaga mam PMS...

Czy na kilka dni przed miesiączką czujesz się słaba, przemęczona, brzydka, opuchnięta i obolała, wszystko Cię irytuje albo doprowadza do płaczu i nie możesz się skupić na pracy? Nie jesteś sama, takie objawy odczuwa ponad połowa kobiet w drugiej fazie cyklu miesiączkowego.

W przeszłości to zjawisko określano jako fanaberie bądź humory kobiet (chyba sporo ludzi do dziś zresztą tak sądzi), nie doszukując się przyczyn fizjologicznych. Obecnie natomiast zespół napięcia przedmiesiączkowego jest uznawany za jednostkę chorobową i wymieniany w podręcznikach ginekologii. To, czy objawy wymagają leczenia, czy też mieszczą się w normie gorszego samopoczucia, zależy praktycznie wyłącznie od ich natężenia – jeśli napięcie to uniemożliwia kobiecie normalne funkcjonowanie, z pewnością wymaga kuracji. Ważne jest też, jak długo trwają nieprzyjemne objawy – jeśli kilka dni i ustępują wraz z początkiem miesiączki, leczenie z reguły nie jest konieczne. Natomiast jeśli dolegliwości utrzymują się przez prawie połowę cyklu (nawet 10-12 dni), trudno poradzić sobie bez pomocy lekarza.

Przyczyny, dla których niektóre kobiety cierpią na tę dolegliwość, nie są do końca znane. Prawdopodobnie dużą rolę odgrywa w tym wypadku zachwianie równowagi hormonalnej przed miesiączką – wzrost poziomu estrogenów, a spadek progesteronu. Nie wiadomo dlaczego ten normalny fizjologiczny proces jednym kobietom przysparza cierpień, a na inne zupełnie nie wpływa. Prawdopodobnie zależy to od skłonności dziedzicznych.

Jakie objawy może mieć zespół napięcia przedmiesiączkowego? Bardzo rozmaite i wyróżniono ich ponad 100! Najczęstsze z nich to:
  • obrzęk podbrzusza, kostek i dłoni (podniesiony poziom estrogenu wywołuje zatrzymanie wody w organizmie),
  • przyrost wagi ciała o 1 do 4 kilogramów (czasowy, ustępujący średnio po trzech dniach miesiączki),
  • bolesność piersi (wskutek zwiększonego wydzielania prolaktyny),
  • bóle mięśni i głowy,
  • bezsenność,
  • odczucie zmęczenia,
  • huśtawka nastrojów – skłonności do gniewu lub depresji,
  • spadek samooceny,
  • wzmożony apetyt (zwłaszcza na słodycze),
  • pogorszenie kondycji skóry,
  • nasilenie objawów alergii.

    Czy jesteśmy na to wszystko skazane? Niekoniecznie – z nieprzyjemnymi dolegliwościami, jeśli naprawdę utrudniają życie, możemy walczyć same lub w razie potrzeby z pomocą leków przepisanych przez lekarza. Wskazane jest przede wszystkim:
  • unikanie alkoholu i innych używek, bo ich tolerancja znacznie w tych dniach spada,
  • ograniczenie spożycia soli – zatrzymuje wodę w organizmie,
  • dieta bogata w magnez, którego niedobory wzmagają objawy napięcie przedmiesiączkowe i ból w trakcie menstruacji,
  • unikanie dużego wysiłku fizycznego,
  • odłożenie ważnych spotkań, decyzji na inny, lepszy moment, jeśli to możliwe – ogólne zwolnienie tempa życia.

    Jeżeli to nie wystarcza, mogą pomóc dostępne bez recepty leki przeciwbólowe i rozkurczowe. Nieprzyjemne dolegliwości napięcia przedmiesiączkowego łagodzi też większość hormonalnych pigułek antykoncepcyjnych. W rzadkich przypadkach lekarze przepisują leki moczopędne, by zmniejszyć obrzęki ciała. Zdarza się to jednak wyłącznie w przypadkach dużego przyrostu wagi i nasilonego obrzęku, ponieważ leki te mają dużo efektów ubocznych. Niektórym kobietom pomaga też medycyna niekonwencjonalna: akupunktura i akupresura.

    Wydaje się, że najważniejsze w tych dniach są zrozumienie i tolerancja ze strony najbliższych oraz akceptacja tego zjawiska przez samą kobietę i jednocześnie jej staranie, by panować nad emocjami.
  • środa, 20 lutego 2008

    Wypluta...

    Padam i chyba już nie powstane. Nie mam sił i nie zanosi się na to aby szybko one do mnie powróciły. Profesor Blok chyba sobie założył, że nas wykończy i niestety udało mu się to. Kto widział, żeby na ćwiczeniach zadawać referaty, które spokojnie mogą być pracą licencjacką a może nawet magisterską. Po prostu brak słów. Nie wiem jak przetrwam ten semestr, bo obawiam się, że profesor Blok i Stelmach mnie wykończą do spółki z dr Piontek. No żyć nie umierać. Idę spać bo zasypiam już w każdej pozycji a w końcu jutro kolejne starcie. Wena też się ulotniła tak sama z siebie a poza tym co tu pisać jak dziś było fascynująco choć wcale tak nie jest???

    "Może też się tak odrodzę jak przyroda na wiosnę"

    wtorek, 19 lutego 2008

    Niezdrowa sytuacja…

    Nie wiem, co się dzieję, ale jest to coś złego. Zdaję sobie sprawę, że teraz każdy o tym pisze i może to już niektórym wydawać się nudne. Jednak mnie to przeszkadza i może im więcej osób o tym będzie pisać i mówić tym szybciej onet coś z tym zrobi, bo na pewno tak być dalej nie może. Tak jak już Eluska wspomniała u siebie problem jest tylko na onecie, bo nigdzie indziej nikt aż w taki sposób nie skarży się na trolli i kradzież zdjęć czy kradzież całych blogów albo notek. Nasz portal niestety nie ma tak solidnych zabezpieczeń jak można by sądzić, zdjęcia można spokojnie kopiować nawet przy zablokowaniu kopiowania, spamować można bez problemu. Wykorzystują to niestety dzieci neo i inne małolaty, które siedzą cały dzień w internecie, bo nikt się nimi nie zajmuje gdyż rodzice cały czas zajmują się pracą a potem wynagradzają swoim dziecią brak zainteresowania rzeczami materialnymi. Dla mnie to największą głupota. Według mnie niestety problem tkwi niestety głębiej i trolle na pewno nie znikną. Jednak warto zaapelować do rodziców, którzy w pościgu szczurów gdzieś się zagubili a cierpią na tym dzieci i na samym końcu i tak one są najbardziej winne. Chce tutaj nikogo bronić, bo nie o to chodzi, ale chyba wszystkim potrzebna jest jakaś terapia wstrząsowa, bo inaczej dojdzie do jakiś absurdalnych sytuacji, chociaż nie wyobrażam sobie, że może być gorzej niż jakaś 12-latka, która pisze, że jest w ciąży itp. Bzdety i na koniec na blogu umieszcza zdjęcia jakiegoś noworodka skradzione z innych stron po prostu jest to jakaś paranoja. Nawet nie chce już wymyślać, co takiej „dziewczynce” siedzi w głowie i jak wpadła na taki pomysł. Niestety szczytem był przykład Marty mamy Oliwiera, która jest kochającą matką chcącą wszystkiego, co najlepsze dla swojego, maluszka ( wiem, bo też czytałam jej bloga i widziałam ile miłości w niego wkładała) a tu nagle taki cios, że jakaś dziewucha kradnie zdjęcia i robi to, co zrobiła ( aż brak słów). Tej zadry z serca już nikt nie usunie a odbudowanie zaufania do ludzi będzie na pewno długim i trudnym procesem, ale wierze, że miłość synka jej to wynagrodzi. Dlatego onetowska brać zastanówmy się czy warto uciekać a może trzeba by było zacząć z głupotą ludzką walczyć, bo końcu nie możemy się wiecznie czuć się zaszczuci i uciekać na koniec świata, bo mamy takie samo prawo do blogowania jak inni. I przykro mi, że tyle wartościowych ludzi już odeszło albo zmieniło adres.


    sobota, 16 lutego 2008

    No to zachciało mi się spaceru…

    Ja po prostu jestem jakaś nienormalna. No, kto widział, żeby człowiek o zdrowych zmysłach przeszedł całe miasto za sosem do pizzy, którego i tak nie kupił, bo go nie było. No oczywiście mogłam to być tylko Ja. A to wszystko, dlatego, że zachciało mi się spaceru. Jednak wyobrażenia moje i mojej drugiej połowy na temat spaceru są z lekka inne. Mi głupiej zamarzył się spacer po lesie, który oczywiście był pod bokiem, ale nie mój chłopak zaproponował, iż na spacer można przecież pojechać samochodem. No pomyślałam, że niedługo to w ogóle do domu będzie tym samochodem wjeżdżam. Co za leniwa bestia. Gdy w końcu ustaliliśmy, że idziemy o własnych siłach a nie przy pomocy koni mechanicznych patrzę a ta bestia ciągnie mnie w stronę miasta. Myślę sobie no halo chyba obraliśmy nie ten kierunek, bo gdzie moja romantyczna wyprawa po lesie przy pięknie świecącym słonku no, ale się nie odzywam, bo jestem ciekawa, co wymyśli. Po 15 minutach wędrówki tracę czucie w stopach dodam, że ziąb był niesamowity a Ja oczywiście lecę w letnich adidasach, bo w końcu słońce świeciło. Po następnych 15 minutach tracę czucie w palcach u rąk a przecież byłąm zaopatrzona ciepłe rękawiczki na łapki. Nie wspomnę, iż uszy to mi opadły już po pierwszych 5 minutach „cudnego spaceru”. W końcu nie wytrzymałam i pytam się mojej brzydszej połówki gdzie maszerujemy a on na to, że do sklepu „miejsce na nazwę” po sos. No myślę sobie „zgłupiał, odbiło mu do reszty”. Ale kochanie ten sklep jest po drugiej stronie miasta jednak na mój krzyk rozpaczy usłyszałam, „ że jak chciałaś spaceru to go będziesz miała”. Po ponad godzinie udało nam się doczłapać oczywiście sosu nie było a my musieliśmy przecież jeszcze wrócić. Po powrocie przez godzinę dochodziłam do siebie, ale mam nauczkę, że na spacer z chłopakiem już nie idę, bo inaczej zejdę śmiertelnie.

    piątek, 15 lutego 2008

    Próba generalna

    Czy to jeszcze jest jakieś święto czy jedna wielka reklama???

    Niestety po wczorajszym dniu nachodzą mnie różne myśli niestety przeważają te negatywne. Niby święto jak najbardziej radosne, romantyczne a Ja jakoś tego zupełnie nie odczuwałam. Faktycznie były piękne kwiaty słowa kocham czekoladki no i co z tego. Ja od moje połówki słyszę słowo kocham średnio 10 razy dziennie, jeśli nie więcej nie zależnie czy są Walentynki czy zwyczajny szary dzień, czy jestem miła i kochana czy chodząca złośnica i zołza. A ten dzień to istne szaleństwo nagle wszyscy się kochają, chociaż przez pozostałe dni roku zachowują się jak pies z kotem. Wnioskuje, że wtedy wyznanie miłości jest jakieś zakłamane, bo jak inaczej można nazwać sytuacje, gdy słyszy się piękne wyznania miłosne a za 24 godzinny nastają już wieczne ciche dni. Jednak wczoraj był już istny szał, jakiego nigdy nie widziałam np. chcieliśmy iść do kina, ale kto da wiarę, że już o 10 rano w Poznaniu nie było ani jednego wolnego miejsca dodam, iż sytuacja powtórzyła się w 4 dużych kinach może to nagły wybuch uczyć wśród poznaniaków, ale żeby nawet bajki animowane o 13 były wykupione??? Drugi nietypowy fakt był taki, że jeśli już nie film to chcieliśmy iść na pizzę oczywiście ku naszemu zdziwieniu wszystko pozajmowane brak wolnych miejsc do nieokreślonej godziny no to nie zostało nam nic innego jak kupienie pizzy na wynos i romantyczne jej spożycie przy oglądaniu poraz setny „Nigdy w życiu”, bo oczywiście w TV nikt nie pomyśli by puścić inne filmy dla zakochanych. I jak ja po takich przeżyciach mogę nazwać Walentynki jakiś wyjątkowym dniem skoro spędziłam go praktycznie jak inne dni, bo wszędzie odsyłali mnie z kwitkiem. No, chociaż na osłodę życia dostałam piękny wiosenny bukiet z żółtymi tulipanami, różami i innymi bajerami, bo w końcu ciągle narzekam mojemu mężczyźnie, że brak mi słońca no to się chłop dla mnie postarał. No to się wyżaliłam, bo wczoraj byłam nieźle zagotowana. Ale do kina i tak pójdziemy i te „27 sukienek” i tak obejrzę i nikt mnie nie powstrzyma.

    "mój bukiecik"-teraz mam swoją prywatna wiosnę