niedziela, 10 września 2006

Wyprawa na grzyby z niespodziankami:)

Tak to już bywa, że jak nadchodzi jesienny chłód i wilgoć to w naszych pięknych lasach państwowych zaczynają wychylać swoje łebki pierwsze grzybki. Oczywiście w tej opowieści bierzemy pod uwagę tylko grzybki zjadliwe, czyli podgrzybki i prawdziwki a pozostałe rzucamy w wir zapomnienia, czyli wszelakiego rodzaju odmiany trujące, halucynogenne i tym podobne:). I takim o to sposobem nasza blondi w te piękne wrześniowe popołudnie wyruszyła integrować się z lasem oraz różnymi dziwnymi lub mniej dziwnymi stworami tam mieszkającymi. Trzeba dodać, że na ten genialny pomysł wpadł po części Pan Tata. Nasza istota nie marnując czasu na zbędną dyskusję czy pomysł jest idealny pomaszerowała do swojego pokoiku by zmienić swoje wierzchnie nakrycie na coś bardziej dopasowanego do wędrówek po leśnych drogach. Punkt 14.00 nasza szczęśliwa rodzinka zapakowała się do samochodu i pomknęła przed siebie. Po 15 minutach znalazła się w uroczym lesie, gdzie na dzień dobry powitał ich piękny podgrzybek. Potem już było z górki. Po 40 minutach blondi się wycwaniła i maszerowała tylko po największych chaszczach, na które zwyczajny śmiertelnik nawet by nie spojrzał. Ale jej metoda okazała się bardzo skuteczna, bo pomimo odrapanych rąk przez jeżyny i zaadoptowaniu kilku pająków miała po chwili zapełniony koszyk. W tym miejscy należy obalić mit o Blondynce jako istocie mało myślącej i nieinteligentnej. W przypadku naszej bohaterki to nie ma racji bytu:). Jednak trzeba dodać, że wyprawa nie była do końca taka kolorowa, ponieważ nasza piękność miała bliskie spotkanie trzeciego stopnia z czymś bliżej nieokreślonym. Owa istota spowodowała wzniesienie alarmu przez blondi, dzięki czemu było ją słychać w promieniu najbliższych 10 kilometrów. W domyśle naszej bohaterki był to jakiś mały wąż lub bardzo wyrośnięta dżdżownica najprawdopodobniej modyfikowana genetycznie przez Unię i testowana w naszych lasach. Nasza mała istota da sobie głowę uciąć, iż owy duży potwór rzucił się na nią jednakże błyszczący nóż w jej ręce skutecznie musiał ją\go odstraszyć. Gdy rodzinka postanowiła już wracać do domku (wyczerpana i głodna) spotkali jeszcze wujka i ciocię (to był prawdziwy zbieg okoliczności, aż należy powiedzieć, że ale ten świat mały). Na zakończenie tego przemiłego popołudnia blondi znalazła prawdziwka (będzie, co dodać do zupki na wigilię hehehe) potem zostały znalezione jeszcze 3, z czego jeden należał do Super Mamy, drugi do Pana Taty a trzeci oczywiście do naszej piękności. Na koniec chce pokazać koszyk z grzybami, który zebrała nasza blondynka na dowód tego, iż naprawdę w tym lesie była. Wszystkie grzyby znajdujące się na owym zdjęciu zostały z wielkim trudem poszukane i zebrane rączkami naszej bohaterki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz