Przez to, że blondynka ma jeszcze wakacje, ponieważ swoją edukację rozpoczyna dopiero w października to Super Mama zatrudnia ją do różnych prac domowych. Takim oto sposobem ta biedna mała istota musiała ostatnio myć okna. Oj, jakie to było dla niej męczące zajęcie. Jednak trzeba powiedzieć, iż zabrała się do tego z wielkim zapałem godnym podziwu. Dlatego też, wstała znowu bladym świtem (jak to już miewa w zwyczaju hehehe) szybciutko się ubrała, zjadła śniadanko i popędziła po odpowiednie środki do mycia szyb. Należy wspomnieć, że postanowiła swoją pracę wykonać bardzo starannie by Super Mama była z niej dumna i ją pochwaliła. Dlatego przygotowania i zbieranie się do wykonania powierzonego jej zadania w rzeczywistości zajęło naszej piękności więcej czasu niż owe późniejsze mycie. Wczesnym popołudniem w końcu udało jej się dostać do okna w kuchni, które okazało się być okropnie brudne, oklejone błotem, dlatego też blondi zaczęła się zastanawiać czy ktoś w ogóle przez to okno jeszcze coś widział. Nie rozwijając dłużej tej myśli spryskała szyby (w tym miejscu, aby nie robić darmowej reklamy nie zostanie podana nazwa środka, który poradził sobie z owym brudem) płynem do mycia szyb i zaczęła mozolne polerowanie. Wirtualnie naszej bohaterce myć okna pomagał jej Książe. Było to przyjemne i potrzebne umilanie pracy tym bardziej, że nasza istotka w owym dniu przeżywała swoje trudne dni, więc wsparcie moralne było jej bardzo potrzebne, by przypadkiem nie rzuciła się z drugiego piętra, bo cóż by to była za strata dla ludzkości. Ambicje tego małego człowieczka nie skończyły się oczywiście na jednym oknie i dlatego umyła jeszcze drugie tym razem w swoim pokoju. Po wykonaniu powierzonego jej zadania padła zmęczona nie mogąc ruszyć ani ręką ani nogą. Wówczas okazało się, iż blondyna musi jeszcze ugotować obiad dla swojej rodziny. Był to wyczyn ponad jej siły jednak stanęła na wysokości zadania i usmażone przez nią naleśniki z jabłkami zaspokoiły żołądki zarówno Super Mamy i Pana Taty oraz brunety. Nasza piękność pomimo tak nieludzkiego poświęcenia nie mogła mieć oczywiście ani chwilki odpoczynku, gdyż jej rodzicielka zleciła jej spacer na ogródek po fasolkę. Na szczęście z odsieczą przybył jej ukochany i pomógł jej wykonać to zadanie i nawet potem niósł siateczkę (co z niego za dżentelmen nic dodać nic ująć tylko po prostu kochać). Wieczorek spędziła już w miłym towarzystwie, przez co humorek i siły witalne do niej powróciły:*.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz