czwartek, 23 listopada 2006

Nadszedł czas na refleksje…

Ostatnie 3 dni jak wiadomo nie szczędziły nam emocji. Przez te 3 dni doświadczyliśmy najróżniejszych stanów emocjonalnych począwszy od strachu przez nadzieje wymieszaną ze złością aż po rozpacz. Taki wachlarz w takim krótkim czasie. Nie zdarza się to często. Nikt nigdy do końca nie może przewidzieć tragedii jednak zawsze jest jakieś, ale, że np. można było temu zapobiec, gdyby nie pewne uchybienia. Tak naprawdę to tego już się nie dowiemy. Pewne jest tylko to, iż życie straciło 23 osoby, które ciężką pracą zarabiali na utrzymanie swoich rodzin. I gdzie tu jest sprawiedliwość. Czy widząc takie tragedie, nie można stracić wiary we wszystko, co się dotąd wierzyło? Jak tym rodzinom wytłumaczyć, że to był nieszczęśliwy wypadek? Jak powiedzieć dzieciom, że ich tatusiowie już nigdy nie przyjdą wieczorem i nie utulą do snu, nie przeczytają bajki, nie pograją w piłkę, nie zabiorą na spacer i w ogóle nie pomogą w najtrudniejszych momentach życia ( a tych dzieci jest, aż 34). Jak wytłumaczyć żonom, matkom, że ich synowie, mężowie już nigdy nie przyjdą, nie przytulą, nie pomogą w wychowywaniu dzieci, nie pomogą na stare lata i że już nie zobaczy się ich pogodnych uśmiechniętych twarzy? Dla większości rodzin musi zostać w pamięci obraz twarzy lub tylko zdjęcia, ponieważ niektóre ciała są nie do rozpoznania. Nie chce czuć nigdy takiego bólu i pustki, nie chce, by śmierć nadeszła tak niezapowiedzianie. Oni nawet nie zdążyli się pożegnać. Bo nie sądzę, że każdy górnik wychodząc do pracy żegna się z rodziną w taki sposób jakby miał świadomość, że może już nie wrócić. Wówczas po prostu by szybko zwariował, zacząłby się bać swojej pracy. Na pewno gdzieś tam w głębokiej podświadomości oni wszyscy mieli zakodowany strach przed taką właśnie tragedią. Trudno mi jest się postawić w roli takiej matki, żony, siostry, córki, ponieważ nigdy się z taką sytuacją nie stykałam, gdyż nie ma w mojej rodzinie żadnego górnika. Dlatego też nigdy nie odczuwałam strachu wynikającego ze świadomości, że bliska mi osoba może nigdy nie wyjechać na powierzchnie żywa. W takich momentach mogę rodziny ofiar wspierać duchowo i złożyć im najgłębsze wyrazy współczucia oraz mieć nadzieję, iż taki los nie spotka innych ludzi ciężko pracujących by utrzymać dom (teraz już mi nie chodzi tylko o górników, bo ile jest niebezpiecznych zawodów, w których giną ludzie). Oddając hołd poległym chce zapalić i moja świeczkę za ich dusze (oczywiście za każdą z osobna). [*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*][*]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz