No na pewno nie mojego taty. Już wczoraj zostałam poinformowana, że mam mu pomóc rozwiązać test psychologiczny. No to ja, taki osiołek powiedziałam no dobra (następnym razem ugryzę się w język zanim powiem, jakie mam przedmioty na studiach i na ile je zaliczam), pomyślałam sobie spoko na pewno rozwiąże, takie bajery jak to na jego studiach „dla dorosłych” mogą się zdążyć. Oczywiście rano nastąpiło moje wielkie zdziwienie, gdy okazało się, że do przeczytania na mnie czeka jakieś 120 stron wykładów. Wówczas mnie zatkało myślę sobie no to się ugotowałam na całą sobotę a gdzie tu upchnąć jeszcze cotygodniowe porządki (o zgrozo). Jednak jak to blondynka ma w swej naturze zaczęłam od rozwiązywania testu i w między czasie doczytywałam potrzebne informacje i takim oto sposobem „rozwiązaliśmy” test w godzinkę, co prawda na 80% ale za drugim razem poprawiliśmy się i w sumie zakończyliśmy z imponującym wynikiem 93%. To się nazywa być „genialnym dzieckiem”. Jednakże moje szczęście nie trwało długo, gdyż mój ukochany tatuś poinformował mnie, że ma do rozwiązania jeszcze jeden test. Wtedy już wymiękłam i niestety test musi poczekać do czasu naładowania baterii przez rozwiązującą. Musze przyznać, że łatwy on nie był a w każdym bądź razie wyjątkowo podchwytliwy. To nawet dr Werner nie zaproponowała nam takiej skali trudności na zaliczeniu ćwiczeń z wyżej wymienionego przedmiotu. Po ochłonięciu szybko uporałam się z porządkami i wysłałam tatę z praniem do suszarni (jego wkład w dobre wyniki). I znów mogę się cieszyć moimi wakacjami. Musze przyznać, że dużo mi ich już nie zostało. Jednak postaram się by te 3 tygodnie bardzo efektywnie spędzić tzn. wypoczywać do granic możliwości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz